BDSM - czyli Ból Dupy w Social Media  to zjawisko przybiera coraz bardziej na sile. Czasami mam wrażenie, że Social Media (swoją drogą, od małego skrót SM kojarzył mi się wyłącznie z Sado- Maso) to jeden wielki Hejt Park.

Zdążyła

Widzieliście wczoraj WWDC15? Apple się oczywiście kończy, a wszystko już było w Androidzie, Windows Phone i to na tabletach sprzed dwóch lat z Biedronki. Jobs przewraca się w grobie a gej Cook z tym drugim angielskim gejem robią kolorowe systemy dla lemingów, którzy nie potrafią samodzielnie nic zrootować i tylko siedzą ze złotymi Macbookami w Starbaksie.

Kampania „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” w sumie bardzo fajna i wcale nieinwazyjna też spotkała się z falą hejtu. Że niby jakaś fundacja śmie się wtrącać kobietom do macic, jak nie przymierzając jakiś ksiądz.

Niektórzy blogerzy/vlogerzy dostali przedpremierowo nowego Wiedźmina? Sprzedali się! Czemu ja nie dostałem?

Gadzinowski w Gazecie opowiada jak wygląda życie Youtubera, który zrezygnował z pracy w korpo? Taki BDSM, że apteki nie zdążają wydawać maści.

Gadzinowski

Przykłady można by mnożyć. Wystarczy rano odpalić fejsa czy twittera, czy też poczytać komentarze na portalach.

BDSM kwitnie w najlepsze. Bez skrępowania piszemy komentarze i opinie z gatunku nie znam się, to się wypowiem.

Na żywo zazwyczaj już nie jesteśmy tacy figo ani tacy fago. Social media dają złudne poczucie anonimowości, a przecież często żeby wysłać komentarz trzeba podać maila lub zalogować się jednym socialmediowych kont. Więc anonimowści nie ma.

Taki sieciowy hejter zwykle zachowuje się jak typowy pies łańcuchowy - szczeka tylko za płotem, a jak wyjdzie na ulicę - kuli ogon pod siebie.

Zastanawiam się - skąd w ludziach tyle jadu? Jadu, którym chętnie pryskają naokoło? I w dodatku publicznie?
Chyba nie  po to stworzono Social Media (chociaż niby skrót SM sugeruje co innego).