Blade Runner 2049. Uff, udało się!

Jeżeli na bezludną wyspę miałbym zabrać JEDEN film byłby to Blade Runner. Ten stary, klasyczny. Wersja reżyserska na BlueRay. To arcydzieło. W tym filmie jest wszystko dobrze. Dlatego mocno obawiałem się sequela.

Obawiałem się go jeszcze bardziej po tym, jak usłyszałem kto zagra główną rolę. Ryan (Ryan, tak? Dobrze pamiętam?) Gosling nie należy do moich ulubionych aktorów. Nie żebym od razu widział z nim jakiś film, ale nie należy. Co innego Harrison Ford.

Harrison Ford

Stolarz dysponujący dość ograniczonym zestawem środków artystycznego wyrazu miał w życiu szczęście. Był Hanem Solo, był Indianą Jonesem, był ścigany przez Tommy'ego Lee Jonesa, był prezydentem USA, wyszkolił Endera Wiggina, just to name a few.  Ale dla mnie to przede wszystkim Rick Deckard. Klimat filmu Ridleya Scott'a z jest nieprawdopodobny. Dzięki niemu jestem w stanie przeżyć polską jesień. Kiedy pada przez cały dzień, mrużę lekko oczy, zamawiam chińskie żarcie, puszczam soundtrack i wyobrażam sobie, że jestem w LA w 2019 roku.

Podsumowując jestem hardcorowym fanem pierwszego Blade Runnera.

Idąc na film postanowiłem się nie nastawiać. Obejrzałem trailer, ale tylko 2 razy. Obejrzałem trzy filmiki promujące film główny. Też po razie. Nie napalałem się też żeby pójść na nocną premierę 6go. Na spokojnie poszedłem sobie w niedzielę. Na 14. Ot taka z dupy godzina. I tu pierwsza zaskoczka - sala pełna. Wszystkie miejsca zajęte. Obejrzałem pierdyliard reklam i trailerów i się zaczęło.

Blade Runner 2049
Nie będę spoilował fabuły. Powiem tylko, że Blade Runner 2049 to niezła historia, która ma kilka mniejszych lub większych twistów. To co najważniejsze to obraz i klimat. Klimat oryginału udało się zachować i pociągnąć te 30 lat w przyszłość. W obrazie film jest piękny. Oczywiście większość LA to CGI, ale sceny kręcone na zbliżeniach już mają prawdziwe, fizyczne dekoracje. Tak się teraz buduje klimat (tym tropem poszły ostatnie Gwiezdne Wojny). Są cudowne dłużyzny, które w ogóle nie posuwają akcji do przodu, ale są tylko i wyłącznie dla obrazka. Muzyka Benjamina Wallfischa i Hansa Zimmera nie będzie tak kultowa jak dzieło Vangelisa, ale klimat filmu buduje.

Jared Leto, tak jak się można spodziewać jest pojebany. Role damskie zagrane są zajebiście, aczkolwiek żadna z pań nie jest Daryl Hannah. Ford klasa sama w sobie. Najgorszy jest Ryan Gosling. Kiedy grany przez niego bohater przeżywa wewnętrzne rozterki, robi minę jakby z całej siły starał się powstrzymać bąka na herbatce u Królowej. Z tymże wcale mi to nie przeszkadza. Założyłem, że tak będzie i jakoś mnie to nie raziło.

Cały klimat (nie)dalekiej przyszłości jest w filmie oddany tak świetnie, że wychodząc z kina bylem zdziwiony, że jest jasno i nie pada.

Film stawia też wiele ważnych pytań o relacje człowiek - maszyna, czy też człowiek - robot, no może szerzej człowiek - sztuczna inteligencja. Do stworzenia replikantów trochę nam jeszcze brakuje ale autonomiczne samochody czają się już za rogiem. Nie chcę tu filozofować, ale kilka pytań zakłębiło mi się pod czachą.

Podsumowując. Blade Runner 2049 to kawał dobrego kina SF, ale polecam go raczej fanom (choćby umiarkowanym) jedynki i wielbicielom prozy Dicka. Dla innych może to być trochę długi i nudny film z niewielką ilością akcji. Ci niech lepiej wybiorą coś Bessona.

Ja na pewno pójdę do kina jeszcze raz i zakupię sobie swoją kopię jak wyjdzie na BlueRay.