Broadcastynacja. Meerkat Periscope. Dwie aplikacje, które zmienią wszystko.

Where do you want to go Today? Pytał nas Microsoft w swojej pamiętnej kampanii z połowy lat 90. What do you want to stream Today? - można by zapytać dziś, kiedy w iPhonach jest Meerkat, Periscope, a czasem nawet Streamago. Te aplikacje wprowadzają nas w nową erę, erę broadcastynacji (copyright ja).

broadcastynacjaOd kilku lat mówi się, że każdy kolejny rok będzie rokiem mobile. I rokiem video. A nawet rokiem video w mobile.  Ale w całych tych przewidywaniach chodzi głównie o urządzenia mobilne jako podstawowe narzędzie konsumpcji treści, produkowanych tradycyjnie: na stacjonarnych desktopach, laptopach a nawet, jak chciałoby Apple na iPadach. Tymczasem Meerkat Periscope,  dwie wymienione w tytule aplikacje zmieniają każdego posiadacza iPhona  (tak, tak znowu tylko iPhone, Androidowcy mogą polizać je tylko przez szybkę) w jednoosobową stację telewizyjną. Bez zaplecza technicznego, podstawowych chociaż umiejętności montażu czy czekania na załadowanie pliku na YouTube. Stacja telewizyjna instant. Szybsza niż chińska zupka. Wyjmujesz telefon z kieszeni i nadajesz. Prościej i szybciej się nie da.

meerkatNa początku był Meerkat. Aplikacja, w którą fundusz Greylock Partners włożył w marcu tego roku 12 milionów zielonych. Twórcom udało się pozyskać do współpracy celebrytów, takich jak Madonna, Tony Hawk czy Arnold Schwarzenegger którzy  dzielili się swoim "eksluzywnym contentem"  z odbiorcami (jakieś tam backstage i tego typu staff). O tym, że ktoś jest aktualnie live można się dowiedzieć z tweeta lub powiadomienia z samej aplikacji.

Przyznam - zajarałem się tą aplikacją jak Most Łazienkowski i przez kilka dni śledziłem kogo się dało. Zrobiłem też kilka randomowych streamów, ot tak, żeby zobaczyć, jak to działa. Działało świetnie - jakość video, nawet na 4G była bardzo dobra, powiadomienia i komentarza działały - słowem cud, miód i orzeszki. No i tak się pobawiłem tą aplikacją przez dni kilka i wtedy nagle wybuchł Periscope.

Periscope to aplikacja kupiona przez Twittera, podobno za 100 milionów $. Zasada działania Periscope jest w sumie taka sama jak w przypadku Meerkata. Bierzesz telefon do ręki, wymyślasz fajny tytuł streama i nadajesz. Z tylnej bądź przedniej kamerki. Albo bierzesz iPhona do ręki, odświeżasz listę, klikasz i oglądasz. Komentujesz, zadajesz pytania i wysłuchujesz odpowiedzi. Jeśli to co widzisz Ci się podoba, podwójnym kliknięciem w ekran dajesz serduszka (odpowiednik facebookowych lajków). Do Periscope dołączyłem pierwszego dnia - 26 marca. Po tygodniu już wiedziałem, że Meerkat zostal zamieciony pod dywan. Dlaczego? Nie wiem. (Tak samo było przecież z Instagramem i innymi, nawet wiele lepszymi aplikacjami do zdjęć i szerowania, których nazw już dzisiaj nikt nie pamięta).

PericopeNa początku można się zniechęcić. Jeżeli nikogo jeszcze nie śledzimy, przeglądając proponowane w sekcji Global streamy, możemy dojść do wniosku, że to serwis dla tureckich i włoskich nastolatków, które nudzą się na  przerwach w szkole. Tak po części jest. Z aplikacji korzystają też oczywiście celebryci: Jimmy Fallon, Tyra Banks czy Jared Leto.

To są często ci sami celebryci, którzy na początku korzystali z Meerkat. Podobno teraz Twitter płaci im za peryskopowanie lub na inne sposoby zniechęca do korzystania z Meerkata. Ale aplikacja dorobiła się już wlasnych celebrytów, znanych właśnie z Periscopa, a nie znanych skądinąd. Nie są to osoby, dla których to tylko kolejny kanał, w którym są obecni bo tak każe ich social mediowy sztab.

Taką peryskopową celebrytką jest pochodzaca z LA malarka Amanda Oleander, bohaterka rozkładówki New York Magazine. Młoda, ładna dziewczyna, która maluje dosyć ciekawe obrazy i grafiki, sprzedaje art printy i jest przewodniczką po Los Angeles. Z Periscope maluje, gotuje, budzi się, zasypia a nawet śpi (eksperyment sleep cam). Dzięki niej zobaczyłem, że słynna aleja gwiazd, którą przeszła od początku do końca to w przeważającej części zapyziała, zastawiona workami na śmieci uliczka, na której siedzą bezdomni. Reprezentacyjna jest tylko w małym odcinku, gdzie są najważniejsze gwiazdy gwiazd.

Amanda Oleander

Miałem też okazję zobaczyć jak działa Apple Watch zanim trafił do sklepów - mieli go chłopaki z Mashable i redakcja Wired.

Widziałem, jak wygląda przygotowywanie głównego wydania newsów NBC od kuchni oraz co tak naprawdę robi stojąca na greenscreenie pogodynka. Skąd czerpie informacje, gdzie stoi prompter i gdzie na podlodze awaryjne leżą jej awaryjne kartki i w jaki sposób naturalnie na nie spogląda.

Zwiedzałem też zoo w Bostonie i byłem na koncercie mojej ulubionej kapeli Vulfpeck.

A wszystko to bardzo wygodnie, siedząc na kanapie, na fotelu, w autobusie a nawet na kiblu.

Kolejna mała rzecz, która odróżnia te aplikacje chociażby od YouTube. Pamiętacie jak wszyscy nabijaliśmy się z pionowych filmików wrzucanych czasem do sieci? Właśnie. Otóż Meerkat Periscope natywnie pracują w trybie portretowym. Tak się po prostu naturalnie trzyma telefon i bardzo dobrze, że twórcy tych aplikacji postanowili z tym nie walczyć. Portrait is the new landscape. I niech tak zostanie.

Po sukcesie (tak, nie boję się użyć tego słowa) Periscope do wyścigu spróbował wskoczyć Facebook wraz z serwisem Streamago, który pozwala streamować bezpośrednio na timeline na naszym profilu czy zarządzanej stronie. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś z tego korzystał. Po pierwsze aplikacja filmuje w poziome, co jest mocno passe, a po drugie Facebook to przecież serwis dla starych dziadow po trzydziestce i kto by tam tego używał.

Jak zwykle zaspało Google, które jeszcze swojej appki do streamingu nie ma. No i wcale się nie zdziwię, jak najlepszą na rynku aplikacją do streamingu będzie ta wbudowana w iOs 9.

Zastanawiam się jak Meerkat i Periscope zmienią mediowy krajobraz. Te narzędzia dają instant experience, można ich używać bezpośrednio po wyjęciu z kieszeni, są mocno powiązane z Twitterem i każdemu pozwalają uchwycić i wysłać w świat to, co wydaje mu sie w danej chwili ważne. Teraz bycie świadkiem wypadku lub jakiegoś ciekawego zdarzenia to już nie będzie wysłanie zdjęcia na kontakt24 czy do jakieś redakcji. Teraz każdy widz może bezpośrednio konkurować z telewizją. Ktoś zawsze będzie na miejscu zdarzenia przed reporterami czy Błękitnym 24.

Ciekawy jestem, czy u nasz w biurze, tfu w kraju te aplikacje odniosą sukces. Czy doczekamy się gwiazd polskiego streamingu, na miarę gwiazd YouTube czy blogosfery. Kominek, oops Jason Hunt, no ten cały Tomczyk ma swojego Periscope, ale nie widziałem jeszcze żadnego jego streamu. Paciorka owszem, Gonciarza prosto z Japonii też, Kotarbińskiego, Budzicha i Mackozera. A gdzie reszta?

A politycy? W kampanii prezydenckiej Periscope używa z powodzeniem Janusz Palikot. Ktoś z  jego sztabu zawsze trzyma iPhona na każdej konferencji prasowej czy terenowej wizycie. Więc nawet jak media za kandydatem nie jeżdżą, on ma swoje w kieszeni. Ma co prawda na dziś tylko 508 followersów, ale to jedyny chyba kandydat, którego sztab dostrzegł i wdrożył nowy kanał dotarcia.

A co wy sądzicie o tych aplikacjach, znacie, używacie, widzicie potencjał?