Co nam przyniesie 2015?

Napisałem już o rzeczach, które miałem w dupie w roku 2014. Ten się co prawda jeszcze nie zakończył, ale nie sądzę, żeby moja zgrabna dupa mogła pomieścić coś więcej. Czas więc zastanowić się, co nam przyniesie 2015 w świecie mediów (ze szczególnym uwzględnieniem tych tzw. social), technologii i w ogóle i w szczególe.

1. Postępująca tabloidyzacja WSZYSTKICH mediów

pudelek

Wydaje Wam się, że wiecie co jest misją mediów? Podstawą ich działalności? Dostarczanie informacji czytelnikom - powie ktoś. No i będzie w mylnym błędzie! Istotą działalności komercyjnych mediów jest dostarczanie uwagi czytelników reklamodawcom. Stąd wielkie parcie na kliki i odsłony i slideshowy. Wszystko po to, żeby jak najdłużej zatrzymać czytelnika w obrębie własnego medium i wyświetlić mu jak najwięcej reklamowej treści.

A co najlepiej przyciąga potencjalnych odbiorców reklam? Skandale, cycki, majtki celebrytek i oczywiście koty! 🙂 Krupa pokazała majtki, a Steczkowska została w końcu zszamana! Wojewódzki rozbił Ferrari w zderzeniu z Porsche Rodowicz! Uwięziony w lodówce jadł własną stopę! To tylko kilka przykładów tytułów, które przyciągają czytelników niczym świeże gówno muchy w upalny letni dzień. No i oczywiście wyliczanki - 5 sposobów na na orgazm wielokrotny! 7 gadżetów, którymi będziesz się bawił! 12 prac Herkulesa! 662 upadki Bunga! Najlepiej podzielić wszystko na slajdy. Tak, ja też cenię dobre dziennikarstwo.

A propos dziennikarstwa. Główne portale horyzontalne przeszły w tym roku redesign. Onet i Wp zaczęły wyglądać jak blogi. Duże "kafelki zdjęć" z chwytliwymi tytułami. Jedzie to na kilometr tanim szablonem WordPressa, ale cóż, "taki mamy klimat".

Blogi z kolei się profesjonalizują i zaczynają wyglądać trochę jak portale. Zresztą portale kuszą blogerów współpracą, zapraszając ich na swoje gościnne łamy i rozbudowując sekcje blogowe. Wszystko to się już miesza w jednym medialnym tyglu. Typowy podział na blogerów i dziennikarzy zaciera się - zostają tylko media workerzy i kuratorzy treści, którzy z zapałem przepisują z zachodnich portali wyszukując co lepsze smaczki, a swój wkład ograniczają do wymyślenia chwytliwego tytułu. Najlepiej takiego na jakieś 80 znaków, żeby na Twitterze zmieścił się jeszcze link.

W telewizji wcale nie jest lepiej. Śniadaniówki służą jako formaty do lokowania produktów lub promowania książek i płyt celebrytów drugiego i trzeciego sortu. W programach typu "co za tydzień' przewijają się setki takich samych ujęć na ściankach z logasami sponsorów. W programach politycznych celowo tak dobiera się gości, żeby dym był jak największy. A to Rafalala obleje Zawiszę, a to Środa wyrwie Kempę Beacie, a to Korwin zmasakruje jakiegoś lewaka.

Recenzje wartościowych, nienapisanych przez celebrytów i blogerów książek to rzadkość, a kanały takie jak TVP Kultura czy drugi program polskiego radia maja oglądalność/słuchalność na poziomie błedu statystycznego. Zgroza!

2. 3 x U. Unlike, unfriend, unsubscribe - czyli wielka ucieczka

F_icon.svg"Kto ma konto na Facebooku, ten przegrał życie" Powracający jak bumerang komentarz pod prawie każdym artykułem na temat FB. Na gazeta.pl i na innych stronach.

Coś w tym ewidentnie jest. Funkcję społecznościowa "soszialmidiów" w moim przypadku spełniła już 10 lat temu nasza klasa. Udało mi się odświeżyć stare kontakty, zobaczyć co robią ludzie z podstawówki i liceum. Odbyły się jakieś tam spotkania, powspominaliśmy stare czasy, pochwaliliśmy się osiągnięciami. Udało nam się jakoś zsocjalizować.

Po paru latach gremialnie przenosiliśmy się na Facebooka. No i się zaczęło. Oprócz ludzi z jednej czy drugiej klasy zaczęliśmy dodawać koleżanki i kolegów z pracy. Nawet tą wredną Justynę z drugiego piętra i tego Łukasza, co się zawsze opierdala w robocie i trzeba po nim poprawiać. No bo przecież się obrazi. Szefa oczywiście też.

Potem trzeba było polubić fanpage hurtowni farb siostrzenicy szefa i banku, w którym firma ma konto, bo bierzemy udział w konkursie.  Po każdej pijackiej imprezie mamy kilku nowych "znajomych", których po piątym piwie już ledwo widzieliśmy. Oni z kolei zapraszają nas do polubienia strony aspirującego hiphopowego składu z gimnazjum syna. Jesteśmy mili, uprzejmi, więc klikamy. No i jeszcze koniecznie trzeba wygrać iPada więc klikamy, lubimy i szerujemy. Wspieramy też oczywiście dwuletniego Karolka, który walczy z chorobą i szukamy pani Zenobii, która wyszła z domu i nie wróciła.
W odpowiedzi na nową politykę FB powołujemy się na konwencję berneńską i to samo radzimy znajomym. Ot tak, na wszelki wypadek.

Po kilku latach nasz timeline przypomina śmietnik, w którym treści reklamowe mieszają się z łańcuszkami i zdjęciami z wakacji znajomych widziany raz w życiu.

Oczywiście zawsze można posprzątać, pogrupować znajomych w kategorie, cofnąć polubienia czy dostęp dla aplikacji. Tylko komu się chce? I gdzie jest ta funkcja, która jeszcze w zeszłym roku była dostępna właśnie tu?!

Wbrew obiegowym opiniom social media to nie tylko FB. jest jeszcze Twitter, Google+, Pinterest i cała masa innych. Ale i do nich coraz nachalniej wciskają się treści reklamowe, tweety i trendy sponsorowane czy hashtagi rożnego rodzaju akcji promocyjnych. #Jeśli #Wiecie #Co #Mam #Na #Myśli.

Co jakieś pół roku zdarza mi się dzień, kiedy intensywnie czyszczę swoje socialmediowe kanały. Kiedyś pewnie nastąpi dzień, w którym nie wejdę na FB, nie odświeżę Twittera, nie zajrzę na G+. Potem kolejny i kolejny. Mój social wróci do reala. I nie chodzi mi o ten supermarket.

3. Dwa miliardy internetów

photo by: https://beachgirlamber.wordpress.com

photo by: https://beachgirlamber.wordpress.com

Przecież to kultowy filmik! Jak to nie widziałeś? Ano nie widziałem. W moim internecie jakoś go nie było.

Bo internet nie jest już jeden. Zaryzykowałbym twierdzenie, że internetów jest tyle, ilu jest internautów. Każdy sobie własny skrobie, na miarę go szyje, na własne podobieństwo, własne, a nie czyje.

Nadawcy treści (nie tylko internetowi) wpadli we własną pułapkę - dali ludziom narzędzia do świadomego wyboru i ludzie z nich bezczelnie korzystają! Już nie berło i jabłko, ale pilot i myszka są atrybutami władzy! Także władzy nad mediami.  Mediami, którym się wydaje, że maja nas w garści. A guzik! Dzięki adblockowi nie widzę reklam, jednym naciśnięciem kciuka mogę ominąć blok reklamowy w przerwie filmu. Może już do niego nie wrócę, bo Szklaną Pułapkę widziałem porzecież już tyle razy.

Nadawcom zostaje reklama natywna i product placement. Ale znowu my, cwaniacy nauczyliśmy się już je wyławiać i oddzielać od normalnych redakcyjnych treści. I tak ta wojenka sobie trwa. Dzięki niej tysiące ludzi mają robotę w tak wirtualnej i nieproduktywnej branży, jak reklama, czy szerzej pojęty marketing.

Pamiętam z czasów pracy w agencjach reklamowych jak produkt managerowie zaznaczali w briefach "to musi być prosty przekaz, bo ludzie inaczej tego nie zrozumieją, wiecie mówimy Goździkową". Otóż nie kochani JBM, ludzie rozumieją. i to więcej niż wam się wydaje. Statystyczna Kowalski i jego żona - gospodyni domowa też żyją w XXI wieku. I mimo, że nie pracują na Domaniewskiej, nie jadają sushi branchów to się w tej serwowanej przez was medialnej papce całkiem nieźle poruszają.

Myślę, że w 2015 roku ta tendencja będzie się jeszcze pogłębiać i problemy z precyzyjnym targetowaniem reklam sprawia, że duża część budżetów będzie "przestrzelona". Big data trochę w tym wszystkim pomaga, ale nikt nie zna mnie tak, jak ja siebie znam i oferowanie mi telefonów Samsunga, bo czytam blogi technologiczne, lubię MediaMarkt i wydaję sporo na usługi telekomunikacyjne mija się z celem.

To co napisałem to nie do końca przewidywania na przyszły rok, ale raczej smutna obserwacja "trendów wznoszących". Tak to już jest trendy się wznoszą, a mi czasem ręce i cycki opadają.