Drogi franku

Drogi Franku,

Piszę do Ciebie ten list, jak do starego przyjaciela.

No bo przecież znamy sie już ładnych parę lat, a na początku naszej znajomości obiecaliśmy sobie, że będziemy razem przez 30 lat. Na dobre i na złe. Wtedy, te parę lat temu liczyliśmy, że tylko na dobre.

A teraz chyba przyszło złe. Mam wrażenie, że ostatnio zacząłeś się wywyższać nad innych Franków, których również lubię i cenię. To fajna, ekipa: Frank Zappa, Frank Drebin, Frank Uderwood, Frank Sinatra, Frank Black, Frank Gambale i paru innych. Nagle zacząłeś nosić głowę wysoko i strasznie się cenić.

Ja rozumiem, pochodzenie, maniery, ale dałbyś spokój Frank. Ja co prawda jestem klasa średnia-średnia, ale aspirująca! Nawet zacząłem jadać szwajcarskie czekolady i przyjmować szwajcarskie pigułki na nerwy. Więc nie jestem taki ostatni parweniusz. A ty mi takie numery wykręcasz?

Gdybym był blogerem powiedziałbym, że się sprzedałeś. A może raczej dałeś się kupić? Uważaj, mam wrażenie, że ONI cię tylko wykorzystują, by zbić na Tobie szybką kasę. Wykorzystają Cię, wydoją do dna i któregoś dnia porzucą. O jeny - westchniesz wtedy gdy zobaczysz, że większość Twoich nowych kumpli musiała w trybie pilnym wyjechać do Japonii. Takie interesowne przyjaźnie czasem nie są warte funta. Kłaków. Zobaczysz, sam się kiedyś przekonasz.

Tymczasem ja tu sobie cichutko poczekam w koncie na Twój powrót do normalności. Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. Nie wiem ile to zajmie, ale mam nadzieję, że ochłoniesz przed końcem naszego cichego, trzydziestoletniego sekretnego porozumienia.

To tyle. Drogi Franku. trzymaj się.

Twój na zawsze (wszak 30 lat to prawie wieczność)

kminek