Jobs - wrażenia na gorąco

jobsAshton Kutcher NAPRAWDĘ nauczył się chodzić jak Jobs, a grający Ive’a Giles Matthey mówi z takim samym, pięknym brytyjskim akcentem.

Dziś, dzięki konkursowi na profilu facebook.com/OrangeFilm miałem okazję obejrzenia filmu Jobs, jeszcze przed jego oficjalną, polską, premierą.

Jako fanboy Apple (a co, mały comming out) znam dobrze historię firmy i życiorysy obu “Stiwów”. Widziałem też Piratów z doliny Krzemowej oraz, będący bardziej parodią biografii iSteve z  Justinem Longiem w roli Jobsa.

Po obejrzeniu namaszczonego na oficjalną ekranizację biografii dzieła Sterna mam mieszane odczucia.

Film skupia się na Jobsie jako na człowieku. Człowieku, który stworzył Apple, został z niego wyrzucony, a następnie triumfalnie powrócił i przekształcił firmę upadającą w firmę największą na świecie.

Fani sprzętu i softu Apple, nie znajdą tu wiele dla siebie. Ot parę close upów na płytę główną Apple 1 (lutowaną przez Woza), proces skręcania Macintosha oraz MacOs 1 w działaniu.

Reszta filmu to zmaganie się Jobsa z własnym dziełem, dziełem które ewidentnie go przerosło.

Do kierowania firmą wielkości Apple “dorósł” dopiero za swoim drugim podejściem w 1996 roku. W przerwie między Apple a Apple poukładał swoje sprawy rodzinne oraz (o czym w filmie nie ma nawet wzmianki) rozkręcił studio Pixar.

Moim zdaniem Kutcher aktorsko udźwignął rolę. Jest baaaardzo podobny fizycznie do Jobsa i widać, że starannie przygotował się do roli (mimika, mowa ciała). Troszkę gorzej jest z Wozem, no ale tytuł filmu to Jobs, a nie Woz.

Idąc do kina, pamiętać należy, że nie jest to film dokumentalny a przefiltrowana przez wrażliwość reżysera i aktorów ekranizacja fragmentu biografii.

Film mnie ani nie zachwycił, ani nie rozczarował. Czekam, aż pojawi się w iTunes Store, kupię, odłożę na cyfrową półkę i pewnie będę go oglądał raz na jakiś czas.