Kminek - z czym to się je?

Słowo się rzekło - kobyłka u płota. Zamrażam kormo (ale jak dowodzi case niejakiego Hana Solo, co zostało zamrożone może być odmrożone) i ruszam z kopyta z kminek.es.

horse

Kilka słów wyjaśnienia, o czym, po co, dlaczego i dla kogo?

Otóż jest to wszystko bardzo proste.

Domenę kminek.es kupiłem kiedyś w ramach żartu siedząc sobie z papierosem na murku pod szkołą i czekając aż syn skończy zajęcia karate.

Akurat była promocja na domeny zagraniczne, a ten żarcik  z literówką w domenie króla blogosfery wydał mi się zabawny.

Trzymałem ten adres do mającego powstać bloga kulinarnego Żony, ale po pierwsze ona nienawidzi kminku, po drugie już weszła (ba, razem weszliśmy!) dopudelka.com i tam jest jej bardzo dobrze.

Pomysł, który zrodził się ze śmiesznego pranku na "króla blogosfery" rozwinął się w momencie, w którym ten ogłosił, że nie będzie już dalej kominkiem tylko zmienia brandung, image, styl pisania i nie wiadomo co jeszcze.

Od trzeciego stycznia.

Postanowiłem być szybszy i sparodiowałem jego wpis zapowiadając własny rebranding. Ale że domena kupiona na rok pomyślałem sobie: Hej, czemu nie? I przynajmniej na jakiś czas zostanę kminkiem.

O czym tu będę pisał? Mniej więcej o tym samym, co na starym blogu. Czyli social media, polityka, muzyka, komputery Macintosh  oraz lifestyle. Czy też raczej wifestyle. Nie jestem wiecznie trzydziestoletnim singlem, tylko czterdziestoletnim mężem i ojcem. Czy tacy "starzy ludzie" mogą blogować? Sądzę, że i owszem. Czy kminek znajdzie grono wiernych czytelników? Czas pokaże. Czy nawiąże współpracę z markami, będę dostawał #darylosu, będę sławny i bogaty? Nie obraziłbym się.

Na razie traktuję tego bloga jako eksperyment. Głównie na sobie. Zamierzam do niego podejść dość poważnie i obiecuję sobie i Wam, że dwa, trzy razy w tygodniu znajdzie się się "godzinka dla kminka" i nowe wpisy będą się tu pojawiały mniej więcej regularnie. Sam jestem ciekawy, jak się sytuacja rozwinie.