Last Christmas

MikołajKoniec! Nigdy więcej! Never again! Postanowiłem, że to będą moje Last Christmas. Od następnego roku nie będę już obchodził Bożego Narodzenia w sposób tradycyjny. To przecież jest jakaś nomen omen szopka, niemająca nic wspólnego ze świętem religijnym.

W rodzinie mojej żony druga połowa grudnia to czas przeklęty. Prawie co roku nawiedzają nas plagi pogodowe, chorobowe, drogowe. A to dziadek gubi się gdzieś pod Berlinem, a hamulce w aucie odpadają 400 km od celu. No i hit: w samą Wigilię siostra z mężem i półrocznymi bliźniętami na lotnisku przy dźwiękach Last Christmas dowiaduje się, że poleci do dupy śpiewać a nie do Polski. Choroby też są w modzie. Zawsze angina i zapalenie uszka może przykuć kilka osób do łóżka. W tym roku jest ospa, która zmogła połowę dorosłej ekipy i jedno dziecko.
Jako że moja żona przed ospą się uchowała, teraz my będziemy się chować przed chorobą we własnym domu. Będzie rodzinnie i kameralnie. Tylko że żona pracuje, więc wszystkie przygotowania spadają na mnie.

I tak w trakcie szorowania lodówki, gdzieś w kolejce w rybnym i w tłumie na dziale zabawkowym nachodzą mnie takie oto refleksje.

Zdrowych, pogodnych, rodzinnych, spokojnych Świąt. Taką wiązankę życzeń można usłyszeć prawie wszędzie już od połowy grudnia. Poczynając od nielubianej koleżanki z biura (która cały rok podpierdala Cię do szefa czyhając na Twoje stanowisko) poprzez gościa, który przyszedł spisać wodomierze, na kasjerze na stacji benzynowej kończąc.

Wszystko to podkreślone wymuszonym, niesięgającym oczu uśmiechem bądź przy bardziej zażyłych stosunkach ucałowaniem powietrza 15 cm od Twojego policzka.
Nie zapominajmy o kolędach, które napierdalają w marketach już od 2 listopada, wszechobecnych bombkach, choinkach i lampkach oraz o żenujących firmowych "śledzikach", które są li tylko okazją do wcześniejszego skończenia pracy i walnięcia paru kielonów bez konieczności krycia się z małpką w firmowej toalecie. No i oczywiście jeszcze koperta, a w niej pięć stówek lub bony do jakiegoś Kauflanda czy Sodexho.

Domowa rodzinna atmosfera Świąt?! Kamą! Chyba jeszcze tylko dla dzieci, które w Świętego Mikołaja (Coca-Cola edition) wierzą.

Bo dla osoby organizującej taką rodzinną Wigilię (czyli dla mnie w tym roku) to prawdziwy Mortal Kombat. Najpierw trzeba nakupić żarcia (jak dla pułku wojska, bo przecież nikt nie może być głodny), potem wysprzątać  chatę do białej kości i wszystko jakoś ogarnąć.
A potem, jak już dzieciaki rozpakują prezenty i pójdą do drugiego pokoju oglądać Kevina na multiroomie to się dopiero zacznie.

Pan domu wyciągnie flaszkę i już od czwartej kolejki zacznie dyskutować z wujkiem Januszem o polityce. Czy wybory były sfałszowane, czy nie? Ciocia Lucyna będzie się dopytywać o przepisy i "w czym kochana pierzesz firany". Jej dwóch nastoletnich synów wsadzi ryje w swoje smartfony  i na Snapchacie będzie kołować jakieś laski na Pasterkę. Obżarte słodyczami bachory zaczną zaraz wariować i strzelać do siebie z wyrzutni Nerf tłukąc bombki na choince. Potem jeszcze tylko taksówka do domu i na następny dzień można zacząć Boże Narodzenie od porannego kaca.

Religijna otoczka Bożego Narodzenia także została już zredukowana do minimum. Przypominamy sobie o niej kiedy prawicowe oszołomy podnoszą larum, że w reklamie jednego czy drugiego marketu zamiast słów Boże Narodzenie użyto sformułowania ten wyjątkowy czas. Oburzają się, ale i tak tam pójdą po karpia, którego potem zabiją, żeby uczcić te ciepłe, rodzinne i wesołe.

Mam wrażenie, że urządzamy te tradycyjne kolacje wigilijne kierując się pamięcią smakowo-zapachową. Gotując mamowy barszcz, czy lepiąc pierogi według przepisu Babci Leokadii, staramy się wrócić do czasów, kiedy życie było prostsze, a Święty przynosił prezenty (choć często był to podpity sąsiad w śmierdzącym naftaliną stroju, który obleśnie podszczypywał siadające mu na kolanach dziewczynki).

Więc w tym roku jeszcze tak. Młody ciągle wierzy jeszcze w Mikołaja, a moja pamięć węchowa domaga się barszczu z grzybem i kaszą gryczaną oraz kompotu z suszu. Ale to już ostatni raz - Last Christmas.  W przyszłym roku postaram się jak najwcześniej kupić bilety na Teneryfę czy do innego urokliwego zakątka i Boże Narodzenie potraktuję po prostu jako dodatkowe wolne dni w roku, które można spędzić zdrowo, wesoło i rodzinnie - czego i Wam życzę.

 

A tu bardzo ciekawa wersja znanego hitu.