Mam smartfon, więc po co mi telefon?

stan kontaNo właśnie. Ilekroć sprawdzam swoje konto w Orange, zawsze na koniec miesiąca zostaje mi ponad 1000 “niewygadanych” minut. Od razu powiem, że z gadaniem się nie szczypię. Jak muszę, to dzwonię i gadam.

Z tym, że coraz rzadziej muszę.

Ostatnio miałem kilka spraw, do załatwienia z bankami, operatorem kablówki, i Orange właśnie.

Dwa, trzy lata temu pierwszym odruchem byłoby sięgnięcie po telefon i zadzwonienie na infolinię. Potem trochę powciskania numerków, zgodnie z instrukcjami automatu, dwadzieścia minut słuchania melodyjki i już. Rozmawiam z konsultantem. Niekiedy nawet kompetentnym. Niekiedy. Bo to przecież zwykle naprędce przeszkolony student za 6 zł brutto/h, działający ściśle według procedur.

Przy tych sprawach, które ostatnio miałem do załatwienia, było zupełnie inaczej. Do obsługi Orange i UPC ma bardzo fajnie działające aplikacje. Wiele mogę zrobić sam. Moje wątpliwości co do roamingu rozwiał konsultant, z którym rozmawiałem (pisałem) sobie na czacie. Wszystko załatwiłem, szybko, miło i kulturalnie bez konieczności wysłuchania 20 minut zapętlonego “Dla Elizy”.

Gdy chciałem zamknąć nieużywane od wielu lat konto w jednym z banków, zapytałem na ich fanpage’u (dawno zapomniałem wszystkie loginy i hasła). W ciągu 5 minut miałem na mailu formularz wypowiedzenia z instrukcją, jak go poprawnie wypełnić.

Z rodzicami i z bratem z zagranicy rozmawiam przez facetime. Albo przez skype.

Telefon najczęściej przydaje mi się w sklepie, kiedy trzeba zadzwonić do żony i zapytać - “gdzie jesteś?”. (Swoją drogą, jak ludzie kiedyś odnajdywali się w sklepach bez komórek, impossibru).

Telefon jako taki powoli staje się upierdliwym narzędziem, na który dzwonią natrętni telemarketerzy, próbując mi sprzedać coś, czego nie chcę. Widać to dobrze (jak ktoś chce poszukać) w zmianie struktury przychodów operatorów.

Może więc moim następnym iPhonem będzie iPod Touch?