MAMUT - FISZ EMADE DUUUŻO RADOŚCI

Karierę młodych Waglewskich śledzę od "Polepionych dźwięków". Chociaż nigdy nie byłem twardym fanem hiphopu tamta płyta (tak naprawdę kaseta) dzięki umiejętnie wplecionym samplom z Milesa Davisa zrobiła na mnie duże wrażenie. Teraz Fisz i Emade wracają z nową świetną płytą Mamut.

mamut

Po "polepionych" przez jakiś czas nie słuchałem dalszych dokonać braci Waglewskich. Dopiero wydane w 2011 "Zwierzę bez nogi" na nowo zwróciło moją uwagę na tych chłopaków. Może znaczenie miał fakt, że w tym czasie lewą nogę od palców do biodra miałem w niebieskim gustownym gipsie, sam więc bylem trochę beznogą bestią. Tamta płyta była dla mnie zwrotem w stronę korzennego hiphopu - ja tam słyszałem brzmienia jak z Beastie Boys.

Mamut jest całkiem inny. Słychać, że Fisz i Emade dużo się nauczyli, pracując jako producenci w grupie Tworzywo. Płyta jest wyprodukowana świetnie, na światowym poziomie. Nie ma wstydu przed Ryśkiem. Nie lubię takich porównań, ale to taki trochę polski Daft Punk - słychać, o jakie brzmienie chodziło chłopakom i udało im się je osiągnąć. Nie słychać w tym ani grama przaśnej polskiej produkcji z Izabelina. Spokojnie Mamut z angielskimi tekstami mógłby nazywać się Mammoth i brzmieniowo równałby raczej w górę amerykańskiej produkcji. Tylko kto potrafi przetłumaczyć polepionego Fisza?

Muzycznie jest baaaardzo ciekawie. Tworzywo od zawsze miało czuja do łączenia żywych instrumentów z samplami i elektroniką. Pan Emade wali palcem w MPC, a Fisz... Fisz zaczął śpiewać. Jasne, nie jest wybitnym wokalistą, ale nie musi być. Trochę w tym śpiewaniu przypomina mi swojego ojca, który też nie ma jakiejś napinki na pięć oktaw i górne C.

Od strony muzycznej jest bardzo...tanecznie. Ta muzyka buja i człowiekowi od razu chce się tańczyć. Słychać zabawę konwencją i sample jak z Giorgio Morodera (nie Armaniego). Do tego zaproszeni goście - Nosowska, Justyna Święs i DJ EPROM dokładają swoje kolorowe kamyczki do tego muzycznego ogródka.

Co do warstwy tekstowej - też jest bardzo ciekawie. Fisz nie jest już zbuntowanym dwudziestolatkiem, ma żonę, dzieci, dojrzał. Widzi to nawet mój syn, który w szkole krzyczy za nim Panie Fiszuuu... Zabrzmi to jak banał, ale teksty są o życiu i miłości. Oczywiście przefiltrowane przez charakterystyczną optykę i poetykę Fisza.

Rzadko słucham polskiej muzyki, ale coś czuję że ta płyta długo będzie gościć w moich uszach.

To można sobie posłuchać zupełnie za darmo całej płytki (niech nam żyją usługi streamingowe). Ale ja sobie chyba kupię fizyczną płytę.