Monotematycznie o Daft Punk.

Właśnie po raz pierwszy id 6 lat kupiłem sobie płytę. Spróbujcie zgadnąć jaką? Tak zgadza się, tą, tę. Daft Punk Random Access Memories.

W związku z tym naszły mnie dwa przemyślenia.

Po pierwsze serwisy streamingowe jak Spotify, czy Deezer to świetna rzecz, kiedy chcesz sobie posłuchać muzyki w pracy, w drodze, czy na domówce.

Jednak jakość muzyki z płyty odtwarzanej na w miarę przyzwoitym sprzęcie bije wszystkie streamingi i empetrójki na głowę. Inna liga. Liczę, że z czasem w miarę rozwijania się prędkości łączy (chociaż sam mam już w domu 250/20 MB) dostępna będzie usługa premium plus z wyższym bitrate, czy też po prostu bez kompresji. Sam byłbym skłonny zapłacić za taką możliwość powiedzmy 20 zł miesięcznie extra.

Po drugie - obejrzałem sobie “listę płac” na tej płycie. Już wiem dlaczego ta płyta tak “buja” i dlaczego nie mogę przestać jej słuchać. Jeżeli grają tam tacy jazzowi wyjadacze jak: Omar Hakim, Nathan East, Paul Jackson Jr. czy James Genus to nie ma się co dziwić.

Zgodnie z definicją, która mówi że “jazzem jest ta muzyka, której słuchasz, gdy masz ochotę posłuchać jazzu”, to jak dla mnie ta płyta powinna zmienić swoją lokalizację na półkach w empiku.

A teraz zamieniam się w słuch.