5 rzeczy ze świata technologii, które miałem w dupie. Podsumowanie roku 2015.

Kolejny rok się kończy. Czas na subiektywne podsumowanie roku 2015 w świecie technologii, Choć czuję się geekiem nie opiszę tu rzeczy, które mnie kręciły, wręcz przeciwnie - opiszę rzeczy i zjawiska, które miałem głęboko w dupie.

 

1. Windows 10

windows 10

Własny komputer z systemem Windows ostatni raz miałem w 1999 roku. Był to stary, dobry Windows 98. Komputer ten został mi ukradziony po włamaniu do wynajmowanego mieszkania i od tej pory jestem makowcem.

Oczywiście od czasu do czasu miałem kontakt z Windowsem. Raz w jednej agencji pracowałem na Windows XP Professional 64 Bit. Dramat. Po jakiejś godzinie przestawało działać kopiuj/wklej. Zwyczajnie schowek się zapychał, chociaż RAMu było pod dostatkiem.

Instalowałem też Windowsy na laptopie Taty. Kupiony z siódemką przeszedł długą drogę aż do dziesiątki.

Kolejne dłuższe spotkanie z okienkami z Redmond miało miejsce jakieś 2 miesiące temu. Żona dostała służbowy komputer z Windows 8.1 i "darmową" aktualizacją do Windows 10. Najpierw jednak komputer przez półtora dnia ściągał update'y do rzeczonej ósemki. Nowy komputer ze sklepu ściągał ponad 320 łatek, poprawek i uaktualnień! Do pracy był gotowy dopiero po ponad dwóch dniach od wyjęcia go z pudełka! Z punktu widzenia macusera to nieprawdopodobne. Kupujesz Maczka, wyciągasz z pudełka - jeden update combo systemu, kilka dla aplikacji i pracujesz.

Żeby nie było, że tylko same negatywy. Ten Windows 10 nawet mi się podoba. Wiele rzeczy jest zerżnięte z Maka i działa podobnie. Oczywiście OSX też parę rozwiązań z okienek przejął. Tak to już jest - wszyscy się wzajemnie podglądają i inspirują. W Redmond też pracują zdolni inżynierowie, a Satya Nadella robi dobrą robotę. Ja jednak zostanę w jabłuszkowym ekosystemie i komputera z Windows 10 raczej nie kupię. Mam w dupie.

2. Samsung Galaxy S6/ S6 Edge

galaxy s6 edge

Jak co roku nie mogło tu zabraknąć miejsca dla najnowszego flagowca koreańskiego czebolu. Właściwie to dwóch. S6 i S6 Edge. Po ich premierze wszyscy piali z zachwytu, jak to rewolucyjna zmiana. Plastik już nie jest fantastik, może zróbmy telefon ze szkła i metalu. Z niewymienną baterią. Bez slotu na kartę. Wodoodporny? Eeee, po co. Koniecznie wystawmy aparat poza obudowę. Brzmi znajomo? W zasadzie brzmi jak opis iPhona. Jak pisałem zaraz po premierze najnowszych flagowców naśladownictwo jest najwyższą formą uznania.

Kiedy Samsungowi mimo horrendalnych nakładów na reklamę zaczęly spadać zyski, poszedł po najmniejszej lini oporu i sprawdzoną metodą skopiował po prostu rozwiązania Apple. Oczywiście S6 miażdży iPhona pod względem ilości rdzeni, rozdzielczości wyświetlacza, czy pamięci RAM. Jednak ciągle jest to tylko Samsung. Już nie taki brzydki telefon z kiepskim systemem. Nie kupię,

3. Alphabet

Alphabet

G jest dla Google. G to tylko jedna z literek Alphabetu. Tak bowiem będzie się teraz nazywała spółka matka, która chce nam zagospodarować każdą dziedzinę naszego życia i wiedzieć o nas wszystko.

Nie wszystkie literki w tym Alphabecie mają jeszcze przypisane swoje funkcje, ale to się pewnie niedługo zmieni:

Nowym CEO Google został Sundar Pichai - kolejny Hindus na stanowisku prezesa informatycznego giganta. Nie, żebym miał coś przeciwko, ale rysuję się jakiś trend.

Dziwna sytuacja, kiedy nowo powstała spółka przejmuje kontrolę nad największą marką w internecie. Co prawda to dalej są panowie Brin i Page, a jak się to rozwinie - zobaczymy? Nie do końca rozumiem strategię Wielkiego G. Najpierw chcieli integrować wszystkie usługi pod czapką jednego loginu, teraz rozmieniają biznes na drobne. Może boją się procesu antymonopolowego? Wszak w tej Ameryce to kartele i trusty i nierówność społeczna i jeszcze biją Murzynów.

No i jeszcze ta niedawna próba reanimacji trupa zwanego Google+. Owszem, wrzucam tam wpisy, ale nienawidzę się, za każdym razem kiedy to robię. Robię to tylko dla SEO. A Wy?

4. iPadPro

iPad Pro

Nad tą pozycją zastanawiałem się najdłużej. Jak to zmieścić w dupie? To 12 calowe bydlę jest ogromne. I drogie. To pierwszy produkt Apple, którego po ponad miesiącu obecności w polskich sklepach jeszcze nie widziałem. Zazwyczaj biegłem do najbliższego iSpotu żeby jak najszybciej dotknąć pomacać, poślinić się trochę. Tak było w przypdaku najnowszego MacBooka, Maca Pro (popielniczki), a nawet zegarka, którego jednak nie kupię.

Chociaż oglądając premierę iPada Pro razem z tłumem fanboyów w Chwili miałem opad szczęki od razu wiedziałem, że ten produkt nie jest dla mnie. Do zastosowań Pro używam maczka - miniaczka, a konsumowanie internetów coraz częściej, w moim przypadku odbywa się na iPhonie, Mam oczywiście iPada - 4. generację (ta pierwsza z portem Lightning), ale coraz częściej leży sobie na komodzie i służy tylko dziecku do grania i Żonie do czytania . Filozofia iPad only była mi bliska, ale chyba nawet samo Apple już w nią nie wierzy, skoro w dalszym ciągu rozwija line-up komputerów przenośnych. Era post PC chyba jednak została ogłoszona zbyt wcześnie.

5. Nosidła i internet rzeczy

internet rzeczy

 

Rano nosidło budzi mnie delikatnym puknięciem silniczka haptycznego w nadgarstku i odpalaniem mojej ulubionej muzyki na domowym systemie audio Sonos. Jeszcze leżąc w łożku odpalam mój ekspres do kawy i robię swoje ulubione latte na chudym sojowym mleku.

Poranny #jaroscope i już można wstawać. Jest trochę szaro i ponuro więc podkręcam moje Hue na większą moc i cieplejszą barwę.  Za chwilę odpala się moje Apple TV i tam już mogę obejrzeć Kuźniara w #ddtvn bo w końcu przedarł się przez korki. Kawa mnie jeszcze nie rozgrzała, więc mój Nest podnosi temperaturę w domu o 4 stopnie. Woda już wie, że ma się nalać do wanny. Biorę szybką kąpiel, z przyzwyczajenia ważę się, żeby zobaczyć jakie efekty daje moja dieta i ćwiczenia i schodzę do garażu.

Tesla już stoi otwarta i wita mnie moją playslistą na dziś. Jadę pobiegać do Lasu Kabackiego, chociaż tam podobno gwałcą. Ciekawe o ile rozminie się Apple Watch z moim Fitbitem? Jak zwykle pogodzi je Jawbone. Po bieganiu wrzucam trasę z Endomondo na bunia i można wracać.

Idealny poranek, prawda? Tyle, że... nie mój. Nie mam nosidła ani inteligentnego domu. Samochód też mam głupi. Na tyle głupi, że wywala jakieś błędy w sterowniku silnika szumnie zwanym komputerem. I wiecie co? Jeszcze nie było tak, żeby zgasł, albo nie zapalił. W razie czego można odpalić go na pych, albo zastąpić zerwaną linkę struną do basu. I jeździć tak przez dwa tygodnie.

Stajemy się leniwi. I głupiejemy. Widzę to po sobie. Ostatnio puknąłem się w głowę jak wyciągnąłem z kieszeni iPhona, żeby dodać 17 i 43 na kalkulatorze. Nowoczesna technologia stała się dla nas tak oczywista, że aż przezroczysta. Nie zauważamy jej. A podobno jedno wyszukiwanie w Google potrzebuje większej mocy obliczeniowej niż program Apollo, który zabrał ludzi na księżyc. Wtedy to był wielki krok ludzkości. Dziś każdy mały krok człowieka musi być poparty jakimś cyfrowym asystentem. Jak zgubne jest takie podejście pokazał świetny serial Revolution, dziejący się w czasach, kiedy od 15 lat na świecie nie ma prądu. Daleko mi od bycia preppersem i szykowania się na apokalipsę zombie/obcych/postnuklearną, ale uważam, że nasze uzależnienie od technologii to już gruba przesada.

Oczywiście ślinię się czasem do tych ślicznych gadżetów i pewnie niektóre zagoszczą w końcu u mnie, ale z rozrzewnieniem wspominam analogowe dzieciństwo lat 70. i 80. Opowiadam o tych czasach swojemu synowi i on nie jest w stanie tego ogarnąć.

Tak więc w skrócie wygląda moje podsumowanie roku 2015 w świecie szeroko pojętej technologii spod znaku zera i jedynki.