Daft Punk Random Access Memories - jeszcze płyta, czy już zjawisko?

Chciałem napisać recenzję płyty. Ale Random Access Memories to już nie płyta. To zjawisko. Jest wszędzie, atakuje z każdego zakątka sieci,  każdej stacji radiowej (dziś rano “Get Lucky” usłyszałem w 1 programie Polskiego Radia! Boję się otworzyć lodówkę 🙂

daft punk random access memoriesTak totalnie zrobionego marketingu płyty spodziewałbym się raczej po jakichś tzw. Gwiazdach, jak Beyonce, Justin Timberlake, czy inny Depeche Mode. Tak się złożyło, że dwójka wyżej wymienionych artystów wypuściło ostatnio swoje płyty. Timberlake świetną a DM co najwyżej przeciętną. Owszem informacje o tych płytach dotarły do mnie. Owszem mogłem je odsłuchać “za darmo” w dzień premiery lub też zaraz po.

Z tym że RAM mogłem odsłuchać PRZED premierą - jako stream z iTunes. Dokładnie w dzień premiery mogłem kupić płytę, odsłuchać jej w Deezer czy też Spotify. Jakbym przypadkiem zapomniał to postaci wyklejone na ścianach metra Centrum mi przypomną. Interesuję się grafiką? Świetnie. Twitter powiadomi mnie o tutorialu do Illustratora - jak zrobić własny plakat Daft Punk.

No ale dosyć o marketingu. Give Life Back to Music! Tak właśnie nazywa się pierwszy kawałek. Z mocnym wejściem przechodzącym w taneczny funk z charakterystycznym wokalem przepuszczonym przez vocoder.

Kolejne utwory to efekt kolaboracji francuskiego duetu z ważnymi postaciami muzyki elektronicznej, czy też po prostu muzyki.

Game of Love - spokojny utwór z hipnotycznym groovem basu i improwizowanymi partiami organów.

Giorgio by Moroder to efekt współpracy z trochę zapomnianym producentem Giorgio Moroderem - autorem największych przebojów Donny Summer i pionierem wykorzystania syntezatorów w muzyce tanecznej.

Loose Yourself to Dance i Get Lucky utwory z nagrane z udziałe Pharella Williamsa- producenta, który nagrywał “ze wszystkimi”.

Touch z psychodelicznym wstępem i piękną melodią to wspólne dziecko Daft Punk i Paula Williamsa - kompozytora przez duże K.

Na tej płycie nie ma kiepskiego, czy chociażby przeciętnego kawałka. Najlepiej słucha się jej od początku do końca - jako całości, choć nie jest to ani muzyczna suita ani zamknięta kompozycja.

Od prawie dwóch tygodni Random Access Memories nie schodzi z moich słuchawek i głośników i boje się, że jeszcze trochę to potrwa.