Star Wars Przebudzenie Mocy recenzja ze spoilerami

Star Wars Przebudzenie Mocy to film, na który długo czekałem. Jestem wielkim fanem serii - wychowałem się na niej. Jestem za młody żeby być w kinie na premierze Nowej Nadziei, ale na Imperium już się załapałem.

Z konieczności poszedłem na wersję z dubbingiem. Młody choć czyta już całkiem nieźle, to nie na tyle szybko, żeby czytać mimochodem, nie tracąc nic z akcji filmu.

– Jakoś to przebolejemy stwierdziliśmy z Żoną i zdecydowaliśmy się pójść w drugi dzień świąt. A więc wersja 2D z dubbingiem. Zobaczymy.

Pierwszy raz w życiu dubbing mi nie przeszkadzał. Chyba nie było jakichś bardzo znanych, charakterystycznych głosów, cały dubbing brzmiał naturalnie, miałem nawet wrażenie, że Star Wars Przebudzenie Mocy to polski film, z dobrej starej szkoły kina moralnego niepokoju.

Teraz trochę o bohaterach i fabule (no co, film grają już jakiś czas, każdy mial okazję zobaczyć).

Więc mamy dwójkę nowych bohaterów po jasnej stronie. To niejacy Rey i Finn.

Ray i Finn

Myślę, że tutaj autor scenariusza/copywriter nie wysilili się zbytnio w kwestii namingu. Miało być krótko, łatwo do zapamiętania i do wymówienia w wielu językach. Wyszło - nijako. Ja tych imion nie zapamiętalem i dla potrzeb niniejszej recenzji musiałem się podeprzeć Google. Przyznajcie sami, że Obi Wan Kenobi, czy Mace Windu brzmią bardziej odległogalaktycznie.

To już nowy bohater ciemnej strony Kylo Ren ma fajniejsze nazwisko. No ale bycie wnukiem Dartha Vadera i synem Księżniczki Lei i Hana Solo zobowiązuje.

kylo ren

Tylko miecz mu dali jakiś taki niewyjściowy. A maskę to mu chyba projektował Jony Ive. Ale i tak lepiej było dopóki jej nie zdjął. Bardzo podobny chłopak gra w jakimś polskim serialu na TVN, który miałem okazję zobaczyć kątem oka. W ogóle ta trójka nowych bohaterów to są już chyba absolwenci gimnazjum. Tak wynika z ich dialogów. Nie wiem czy to kwestia polskiego tłumaczenia, czy takie było założenie JJ Abramsa, żeby dostosować język młodych bohaterów do pokolenia selfie, instagrama i Snapchata. Ale Ci nowi bohaterowie mi się nie podobali.

Nie to co starzy. Han Solo i Chewie byli tacy, jacy powinni być. Nie wiem jak długo żyją Wookie, ale Chewbacca nawet nie posiwiał. Solo i owszem. Z tym że więcej już go w kolejnych odsłonach nie zobaczymy. Ginie bowiem z ręki syna, który jest po Ciemnej stronie. Coś Wam to przypomina? Tak, mnie też. To wyeksploatowany motyw. Tak samo, jak zniszczenie Gwiazdy Śmierci, która tym razem jest naprawdę duuuuuża, I znowu udaje się fuksem.

Tym razem Gwiazdy Śmierci nie zbudowało Imperium, ale powstały na jego gruzach Nowy Porządek. Ot taka #dobrazmiana w wersji odległogalaktycznej. Nie za wiele o nim wiadomo - w zasadzie jest mala wzmianka w napisach rozpoczynających film i tyle. Kieruje nim jakiś dziwny pomarszczony gostek, któremu melduje się młody Kylo Ren. No i jest jeszcze ich wiec, który wygląda jak kronika filmowa z Niemiec z lat 30. XX wieku. Generalnie trzymający wszystkich za mordę faszyści, którzy wyewoluowali na gruzach starego reżimu. Wszystkich za mordę trzyma jakiś stary dziad. Brzmi znajomo? Właśnie. Myślę, że w następnych częściach Sagi to będą właśnie ci źli.

Gwiezdne Wojny Przebudzenie Mocy nie mogłyby dołączyć do Sagi, gdyby nie było robotów. Są. Do dobrze znanych R2D2 i C3PO dołącza BB8 (kolejna nazwa własna, której na mocy umowy licencyjnej nie można lokalizować). Miły sympatyczny i słodziutki. Jak kotek z Instagrama.  Taki trochę głupawy, choć to przecież astrodroid i to o wiele nowszej generacji niż poczciwy R2.  No i świetnie się będzie sprzedawał jako gadget. Napędzany, plastikowy, pluszowy - w dziesiątkach odsłon.

Teraz pozytywy. Obrazek jest śliczny. I nie wynika to z wielogodzinnej pracy komputerów tylko ze scenografii i świetnej pracy operatora. Jest dokładnie tak, jak być powinno. Trochę brudno i surowo, ale przecież to wszystko działo się dawno, dawno temu, prawda? Sokół Milenium znów jest najszybszym złomem w Galaktyce. Jest też Luke Skywalker, ale rolę ma niewielką i jej na razie nie zaspoileruję.

Z tego co czytałem to film Gwiezdne Wojny Przebudzenie Mocy zarobił już swój pierwszy miliard dolarów. Pobił tym samym Titanica i goni Avatara. pewnie po części dlatego, że moje pokolenie długo czekało na kolejną część Sagi, a po części dlatego, że to po prostu dobry film. Oczywiście mam do niego parę zastrzeżeń ale JJ Abrams dał radę.

W mojej ocenie Gwiezdne Wojny Przebudzenie Mocy zasługuje na 8 nomen-omen gwiazdek.