Ta bańka w końcu musi pęknąć

Ja już od dawna przeczuwałem, że tak będzie. Że to dęty biznes oparty o marne podstawy. Ba, podstawy czysto wirtualne. Biznes działający prężnie, bo kilku cwaniaczkom udało nam się wmówić, że bez tego ani rusz, szczególnie w przyszłości. Teraz nawet główny, największy gracz na rynku zaczął mieć problemy z własną tożsamością. Wszystko stało się dla mnie jasne. Social Media to ściema!

Social Media

Facebook

Mark Zuckerberg, ciągle jeszcze CEO największego gracza na rynku zachowuje się ostatnio niczym Adaś Miałczyński w Nic Śmiesznego. Pamiętacie scenę ze świecą dymną?

Miałczek w lewoooo! W prawoooo! Spierdaaaaalaj! I niczym drugi reżyser na planie jakiegoś chujowego filmu zachowuje się właśnie Facebook.
Mniej postów od znajomych, więcej od marek!
Mniej postów od marek więcej od znajomych!
A może w ogóle rozdzielmy to na dwa osobne feedy! A nie, może jednak nie.

Dużo dymu mało ognia. I tylko rosnąca frustracja zarówno dla użytkowników, jak i dla wszelkiej maści social media ninjów, którzy nie wiedzą już, jak się w tym wszystkim odnaleźć. Co sprytniejsi, też oczywiście nie wiedząc, sprzedają tę swoją niewiedzę lub może nibywiedzę na onlajnowych kursach po 500+ i zupełnie analogowych konferencjach po 1500 (kawusia  i bezglutenowe ciasteczko wliczone w cenę). Ok, reklamy działają i reklamy na Fejsie sprzedają. Ale sami wiecie, chcecie zrobić kampanię, macie jakiś tam budżet i w zasadzie nigdy nie wiecie do ilu i jakich ludzi dotrzecie, prawda? I za ile. Kupując reklamę w analogowym Superaku czy innym Fakcie wiecie. Ile będzie kosztować i do ilu ludzi plus minus dotrze. Wrzucając ulotkę do skrzynek pocztowych (analogowych czy wirtualnych) też można przyjąć założenia obarczone minimalnym ryzykiem błędu.

A na Fejsie? Testuj zestawy reklam, może któraś trafi, radzi sam system. Trafi, nie trafi - who cares, ważne że Zuckowi hajs się zgodzi.

W rezultacie dla zwykłego, szarego internauty Fejs stał się nieciekawym miejscem zarzuconym sponsorowanymi postami marek i gównopostami atencjuszy, a dla social media ninjów powodem do sięgania po środki na nadkwasotę.

Messenger

Sam fakt, że wymieniam go w tym wpisie jako platformę social media źle o nim świadczy.

Messenger idzie drogą Gadu-Gadu. Z prostego komunikatora stal się megakombajnem do wszystkiego, a tak naprawdę kolejną wyświetlarką spersonalizowanych reklam. No i boty - nazywane szumnie sztuczną inteligencją. Dla wielu firm wybór jest prosty - po co płacić co miesiąc kilkudziesięciu Hindusom na call center, jak można zapłacić RAZ innym kilku Hindusom za napisanie bota, który zabierze robotę tamtym pierwszym Hindusom.

I już nie wiem co gorsze - wysłuchiwanie Dla Elizy oraz wciskanie po kolei różnych cyferek by porozmawiać z pospiesznie przeszkoloną studentką pracującą za 10 zł/h, która nie może wyjść ani na jotę poza skrypt, czy rozmawiać z napisanym za 10$ za godzinę botem, który ani na jotę poza swój skrypt wyjść również nie może.

Twitter

Drugi mądry. Ten będący wiecznie na minusie drugi niebieski serwis social media właśnie zmienił to, co go definiowało i odróżniało od innych. Powiększył sobie ptaszka i to aż dwa razy z 14 na 28. Dziesiątek literek, które możesz w jednego tweeta wpisać. Ortodoksyjni Twitterowicze potraktowali to jako sprzeniewierzenie się podstawowej idei Twittera, jego nowi użytkownicy zaś na hurra zaczęli wpisywać długie tweety.

Tylko jedno się nie zmieniło - nadal do końca nie wiadomo dla kogo i po co jest Twitter i jaki jest tak naprawdę jego model biznesowy.

Snapchat

Co tu dużo mówić. Wniósł powiew świeżości, bo był, w dobrym tego słowa znaczeniu inny.

Niestety właściciele przegapili moment, w którym mogli sprzedać platformę za dobre pieniądze Facebookowi (i jak to zwykle bywa dalej uczestniczyć w rozwijaniu produktu) i ten postanowił w ramach zemsty zerżnąć wszystkie kluczowe funkcjonalności Snapcha i rozdzielił je pomiędzy samego Facebooka, Messengera i inny serwis, który wlaściciele w dobrym czasie sprzedali - Instagram.

Instagram

#niesamowite #zdjęcia #jedzenia #samochodów #zachodów #słońca i #lasek #odczasudoczasu przerywane #reklamami #filtry #buźki #stories #wokeuplikethis #jestemmodelką #twopolishgirlsonecup #saudiarabia #likesnapchatbutfromfacebook

Google+

Guy Kawasaki, jeśli to czytasz to zdejmij mi bana proszę. Już więcej nie będę dyskutował.

Podsumowując

Social media Anno Domini 2018 to głownie odgrzewane kotlety w sosie z emoji, które mimo górnolotnie brzmiących haseł o łączeniu ludzi, jakie Zuckerberg wygłasza co roku na F8 nie wnoszą w nasze życie ŻADNYCH prawdziwych wartości. Przecież potrzebę odświeżenia kontaktów ze znajomymi z klasy czy studiów ogarnęliśmy już 15 lat temu na Naszej Klasie, prawda? (BTW mam jeszcze trochę Eurogąbek, chętnie wymienię na Bitcoiny).

Zresztą z tym całym łączeniem ludzi też bym znowu za bardzo nie przesadzał. NOKIA też kiedyś łączyła ludzi i wydawała się nie do zajebania, prawda? Nikt nie nawet nie wyobrażał sobie świata bez Nokii prawda? No i co? Potem Microsoft kupił Nokię za jakieś grosze.

Wyobrażacie sobie świat bez Facebooka, Insta i Twittera? Ja tak.

P.S. Obrazek z Bitcoinem i tytuł to zwykły clickbait. Daliście się nabrać?