3 witches watch 3 Apple Watch 3 Watches

  1. Which witch watch which Apple Watch 3 watch?

Trzy. Słownie 3. Wszystko jedno. Trzy razy się go zaparłem. Tutaj, a także tutaj i tutaj pisałem, że mam w dupie i nie kupie! Nie wierzyłem w całą kategorię wearables i smartwatche jako takie. Co się zatem zmieniło? Chyba przede wszystkim ja, a i cała kategoria wyszła z pieluch i całe to ubieralne badziewie zaczęło być do czegoś przydatne.

 

Apple Watch 3

Niecały miesiąc temu wyfasowałem zatem Apple Watch Series 3 w jedynym słusznym kolorze Space Grey i z czarnym paskiem. Akurat znajomy z Kanady przylatywał do Polski, a kombinacja kursu kanadyjskiego dolara i ceny w ichnim Apple sprawia, że to chyba teraz najlepszy kraj do kupowania sprzętu z nadgryzionym jabłkiem.

Teraz wypadałoby odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań:

A komu to potrzebne? A dlaczego?

Apple Watch 3 nie robi wiele więcej, niż robili jego poprzednicy. Pokazuje oczywiście godzinę, klonuje powiadomienia z telefonu i mierzy tak mniej więcej aktywność fizyczną posiadacza nadgarstka, na którym jest noszony.

Ok, można do niego mówić, dzwoniąc (pewnie częściej odbierając połączenia) lub rozmawiając z Siri. Można wypingować telefon zagubiony gdzieś pod poduchami kanapy. W zasadzie to chyba wszystko co Apple Watch 3 może. Mało? Dużo? W sam raz?

Na tym ekraniku mniejszym niż miał mój pierwszy Alcatel niewiele się tak naprawdę mieści. Chociaż jest tu super-hiper OLED z czernią czarną jak sumienie Kaczyńskiego, to jednak to maleństwo. Interfejs każdej aplikacji musi być więc z konieczności uproszczony i ograniczony do minimum. I to minimum zazwyczaj wystarcza.

Przychodzi powiadomienie z jakiejś aplikacji (większość to sklonowane powiadomienia z telefonu). Krótki, dyskretny rzut okiem. Można szczątkowo odpisać, albo podjąć jakąś akcję, ale umówmy się - większość tych powiadomień to jakieś bullshity.

U mnie efektem ubocznym posiadania zegarka jest...

...dłuższe trzymanie baterii w telefonie. Bo chociaż Apple Watch 3, tak jak jego poprzednicy wymaga stałego połączenia przez bluetooth, co drenuje baterię, to dzięki zegarkowi na nadgarstku dużo rzadziej sięgam po telefon. Po tygodniu wyłączyłem też sporą ilość powiadomień w ogóle i już mnie tak nie rozpraszają.

Apple Watch 3 świetnie też sprawdza się w roli minutnika! Jeszcze nigdy nie miałem tak perfekcyjnie ugotowanych jajek na miękko! 🙂

Czy szybko chodzi?

Nie miałem poprzednich generacji zegarka (tzn. miałem, ale w dupie) i bawiłem się nimi w jakimś iSpocie  tylko przez chwilę, więc nie mam jak porównać. Z tego co czytam jest duuuużo szybciej. Dla mnie jest po prostu normalnie. Włączam, odpalam aplikacje, przesuwam ekrany przewijam, scrolluje, tańczę, stepuje. Wszystko działa płynnie i szybko, dokładnie tak, jakbym tego oczekiwał.
Poprzednie generacje zegarków miały z tym problem? To dobrze, że mialem je w dupie.

Czy ten zegarek zmienił moje życie?

Tak, nie waham się użyć tego stwierdzenia. TEN ZEGAREK ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE.

Wszystko za sprawą trzech kółeczek czy tam pierścieni, które muszę codziennie domykać. Kupienie tego zegarka zbiegło się z tym, że zacząłem dbać o siebie i postanowiłem zrzucić kilka(naście?) nadprogramowych kilogramów. Oczywiście, najważniejsza jest dieta, ale to temat na osobny wpis - opiszę historię swojego sukcesu, bądź porażki. 🙂

W każdym razie - nigdy jeszcze za dorosłego życia nie ruszałem się tyle co teraz. Dzięki tandemowi aplikacji  Aktywność i Trening zaczynam dzień od dwukilometrowego marszu. Mam już swoją trasę wokół najpiękniejszego osiedla na Ursynowie, na którym mieszkam. Ostatnio zacząłem kłaniać się starszemu Panu, którego codziennie mijam mniej więcej w tej samej okolicy. On z pieskiem, ja ze słuchawkami. I nieważne - deszcz, śnieg czy inne zjawiska pogodowe. Trzeba ruszyć bo trzeba dobrze zacząć dzień i domknąć swoje kółeczka.

A spróbuj nie pójść - zegarek zaraz powie:
"E no, gościu normalnie o tej porze wozisz się po mieście,
normalnie o tej porze, raz lepiej, raz gorzej.
Normalnie o tej porze to ty Gościu ćwiczysz,
a dzisiaj widzę, że leżysz i kwiczysz".

No i wtedy nie ma, że kac, że boli - trzeba pójść, by kółeczko się domknęło. Jak nie rano to wieczorem.

Cele ustawiam sobie indywidualnie na każdy tydzień i raczej mam tendencję wzrostową.
Ponad 70 kilometrów zrobione w ciągu tygodnia robi na mnie wrażenie, zwłaszcza że do tej pory poruszałem się głównie w trójkącie biurko-lodówka-toaleta.
Nie biegam, bo nie pozwala i na to odniesiona kilka lat temu kontuzja kolana, ale uparcie chodzę. I w miarę jak ubywa kilogramów szybie maszerowanie sprawia mi coraz więcej przyjemności. Czasem zabieram słuchawki, a czasem słucham sobie Ursynowa.
Jest w tym wszystkim jeszcze element Grywalizacji. Za regularne osiąganie wyznaczonych celów dostaje się od systemu - nagrody. Absolutnie nic nie warte cyfrowe badge, których jednak wstyd nie mieć. No i jest oczywiście rywalizacja z posiadającymi Apple Watch  znajomymi. Jeśli widzisz, że oni są blisko zamknięcia swoich kółeczek, a tobie jeszcze sporo brakuje - wstajesz od biurka i galopujesz po domu jak wariat (bo nie możesz teraz wyjść na zewnątrz, bo jest coś pilnego do zrobienia, dziecko zaraz wróci ze szkoły, kurier ma przyjechać albo cośtam cośtam).  Więc czasami zdarza się, że biegam między kanapą a drzwiami jak pojeb. Wolę jednak wyjść na zewnątrz.

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że wszystkie te funkcje fitness trackera mogłaby mi załatwić jakaś tania opaska od Xiaomi, ale nie byłoby takiego funu ani takiego stajla.

Podsumowując

Dalej nie jestem pewien czy smartwatche i cał tzw. technologia ubieralna (no może oprócz jednego produktu od Sony) to jest to. The Next Big Thing.
Wiem, że mój Apple Watch 3 to mała rzecz i wielki krok dla mnie.