Gigant z Cupertino

To stwierdzenie zawsze doprowadza mnie do białej gorączki. Miażdży. Gigant z Cupertino - bo tak właśnie media zwykły nazywać Apple chyba jednak zasługuje sobie na tę nazwę.

Gigant z Cupertino

Chociaż jestem humanistą, to najlepiej przemawiają do mnie liczby. Liczby są bowiem bezwzględne, jak uczciwość Prezydenta Dudy. I tak samo nie można im zarzucić, że kłamią. A więc wg tychże liczb Gigant z Cupertino jest naprawdę gigantyczny.

Co jeszcze jest gigantyczne? No na przykład lotniskowiec.  Ot choćby taki USS Gerald R. Ford. 333 metry długości i 100 000 ton wyporności. Duża łódka. Duża i dość droga. Ile kosztuje? W sumie to jeszcze nie wiadomo, bo ciągle się buduje, ale szacunkowy koszt to jakieś 13 miliardów dolarów. Tych prawdziwych, amerykańskich, nie z Zimbabwe. Dużo - powiecie. Bo ja wiem?

Gigant z Cupertino w swoim ostatnim raporcie finansowym podał, że ma na kontach 203 miliardy dolarów. Czyli takich lotniskowców mógłby sobie zbudować 15. Za gotówkę, a nie wypuszczając obligacje. Armia USA - najsilniejsza armia świata, ma zaledwie 10.

Tyle tylko, że zamiast budować lotniskowce Apple zbudowało innego giganta. iPad Pro, bo o nim tu mowa ma powierzchnię ekranu niczym lotniskowiec. No w porównaniu do takiej Nokii 3310, która kiedyś stanowiła synonim telefonu komórkowego na pewno. 12,9 cala przekątnej i 5,6 miliona pikseli to jet niezły wynik. Podejrzewam, że polski pilot Miga-29 nie miałby problemu z wystartowaniem z powierzchni ipada Pro. W środku siedzą bebechy, których nie powstydziłby się niejeden laptop, ba nawet komputer stacjonarny.apple pencil

Pomimo, że taki duży i mocarny, to iPad pro jest bardzo cienki. Cienki jak ołówek, który Gigant z Cupertino wymyślił na nowo. Nie trzeba go strugać, choć mam wrażenie, że to oni strugają z nas wariata. Zwykły rysik do tabletu za $99? I to w dodatku taki, który jest łakomy na energię? Toż to chłopaki z Wacoma muszą pękać ze śmiechu! Choć pewnie ich magazyny zaraz będą pękać w szwach od niesprzedanych Cintiq'ów. Nie wiem czy przed Wacomem rysuje się świetlana przyszłość. Coż, pożyjemy - zobaczymy.

A zobaczyć to najłatwiej w telewizji. Jak już sobie wszyscy kupią telewizor - gigant (minimum 65'' na raty 0% w sklepie nie dla idiotów), to Gigant z Cupertino za jedyne $149 sprzeda im do nich taką sprytną małą czarną skrzyneczkę.

Bo to wiadomo - duży telewizor daje piękny duży obraz. I teraz dzięki tej skrzyneczce, do tego obrazu będzie można gadać. I każdemu dziadowi (o ile zna angielski, niemiecki lub jakiś inny wspierany język) ten obraz odpowie.

I to od razu. Odpowie, podpowie, filmy poleci, dla dorosłych i dla dzieci. Sensacje, horrory, komedie romantyczne, muzykę też puści i zdjęcia prześliczne. I cała rodzina siedząc na kanapie radować się będzie z tym pilotem w łapie. A pilot to niezwykły, co pod kciukiem ożywa i czule smyrany rożne nam odkrywa dziwy oraz cuda na szklanym ekranie - wystarczy opłacić abonament za nie. Lecz jeśli chesz podążać za tą nową modą, najlepiej zamieszkać jest za wielką wodą.

Apple TV (Roku i Chromecast zresztą też) w Polsce mają średnią rację bytu. Część usług nie jest u nas dostępna. Można oczywiście kombinować z proxy czy VPNami by poczuć się trochę jak w Ameryce, Netflix nawet przymyka oko i akceptuje polskie karty kredytowe, ale to zawsze jest kombinowanie. Fama głosi, że Netflix niedługo będzie u nas dostępny a Gigant z Cupertino pracuje już mocno nad polską wersją Siri, ale póki co to tylko plotki. Pozostaje nam tylko zacisnąć zęby i odliczać czas do pojawienia się tych usług nad Wisłą.

A czas najlepiej odliczać na zegarku. Bo Gigant z Cupertino oprócz rzeczy wielkich produkuje też rzeczy małe. Ale za to dużo. Nikt dokładnie nie wie ile do tej pory sprzedało się zegarków Apple Watch, ale na pewno więcej niż wszystkich pozostałych nosideł z Android Wear razem wziętych.
Apple Watch nie był pierwszym inteligentnym zegarkiem na rynku. Wyprzedziły go Samsung, Motorola i Pebble oraz setki chińskich i koreańskich dziwadeł za kilkadziesiąt dolarów.

13015-7371-wang-si-cong-dog-apple-watch1-l
Tylko Gigant z Cupertino miał na tyle jaj, żeby wycenić złotą wersję swojego sikora na $18k i wykupić wkładkę w Vogue. Teoretycznie krok szalony. Ale w Chinach złote Apple Watche rozeszły się ponoć w godzinę. Jeden z bogatych Chińczyków kupił swojemu psu aż dwa. Więc taki Piotr Duda z wyszywanym ręczniczkiem dla Kacperka to tak naprawdę mały pikuś.

Żeby było śmieszniej to taki Apple Watch do działania potrzebuje jeszcze telefonu. Nie chce być inaczej i musi to być iPhone. Telefon za $500, który nawet nie ma klawiatury.
Teoretycznie nie wyznacza już standardów. Ma za mało rdzeni, gigbajtów i megapixeli. Koreańskie i chińskie telefony biją go w tabelkach na głowę. Ale ostatecznie to nie tabelkę mamy w kieszeni (byle nie w tylnej, bo się wygnie), ale urządzenie, które zapewnia kontakt ze światem, a co poniektórym ten świat nawet zastępuje.

Te nowe iPhony to oczywiście, tradycyjnie best iPhones yet. No przecież nie może być inaczej. Teraz oprócz wielopalcowego smyrania możemy dodatkowo wciskać palucha. Raz mocniej, raz słabiej a raz jeszcze mocniej. I on to poczuje i odpowiednio zareaguje (tak, ciągle piszę o telefonie). Będzie łatwiej, szybciej i przyjemniej. I pewnie też więcej. Sprzeda się więcej. Bo jest dogodny plan ratalny i można mieć nowego iPhona co rok (oczywiście znowu tylko za Wielką Wodą. Ja na razie nie zmieniam, ale jak znam życie szykuje się kolejne iDresden. Jak ktoś chce - proszę bardzo.

Tymi wszystkimi nowościami i premierami Gigant z Cupertino pokazuje przemyślaną i czytelną strategię. Kiedyś mawialo się once you go mac you never go back. To prawda. Ja też zaczynałem od Maca. Klasyczny PowerMac 8100 z systemem chyba 7.1. Potem obrosłem w maki i iSprzęty, ale jakoś ostatnio nie kusi mnie kupowanie nowych. Mój główny Mac ma prawie 4 lata, iPad 3 a telefon właśnie postarzał się o jedną generację. Apple TV 3 doskonale się sprawuje przy streamowaniu filmów i oglądaniu zdjęć (inne usługi i tak nie są legalnie dostępne). Zegarka nie mam, bo chyba nie potrzebuję, poza tym pewnie bym zgubił po pijaku. Więc coś czuję, że w tym roku Gigant z Cupertino na mnie nie zarobi.

A Wy jak? Składacie się na kolejny lotniskowiec?