Grammy 2014. One screen is not enough.

Wczoraj w nocy odbyło się wręczenie nagród Grammy 2014. Część z Was pewnie oglądała galę w telewizji. Ja nie. To znaczy w telewizji nie. Oglądałem w sieci. Na oficjalnej stronie imprezy. Powiem krótko - tak świetnie zrobionej transmisji jeszcze nie widziałem.

W czym oglądanie transmisji na komputerze było lepsze od oglądania w TV? Przede wszystkim 4 niezależne strumienie: główna scena, red carpet, ścianka, na której fotografują się gwiazdy oraz jedna kamera latająca po całym terenie i wybierająca ciekawsze wydarzenia. Wszystkie na dodatek w Full HD i bez żadnej przycinki. Do tego feed z Twittera z oficjalnego konta imprezy wraz z wpisami z odpowiednim hashtagiem.

grammy-appA co z tymi, którzy jednak zdecydowali się oglądać galę w telewizji? Czy byli skazani na wybór realizatora transmisji? Nie - oficjalna aplikacja GRAMMYs (dostępna na iOs i Androida) pozwalała w pełni korzystać z koncepcji second screen. Przecież coraz więcej ludzi ogląda telewizję mając smartfona lub tablet w ręku (w ostateczności ultrabooka na kolanach). W takim wykonaniu, jak było to zrobione przy okazji Grammy 2014 odpowiada mi to bardziej niż koncepcja Smart TV mocno lansowana przez Samsunga i innych producentów telewizorów. Nakładki i aplikacje, picture in picture i inne tego typu bajery zasłaniają właściwą treść i wymagają doktoratu z obsługi pilota.

Dużo prościej i bardziej elegancko jest nawigować sobie jednym paluszkiem i skupić się na treści, a nie na filozofii obsługi pilota.

Jeżeli za 10 lat będę jeszcze oglądał telewizję to na pewno z drugim ekranem w ręku. Nadawcy treści muszą się nauczyć wykorzystywać nowoczesne technologie i współpracować z twórcami aplikacji.

A sama gala? No cóż głównym wygranym jest na pewno Daft Punk ze swoją płytą Random Access Memories. Mamy też polski akcent: Grammy 2014 w kategorii najlepszy album dużego zespołu jazzowego zgarnął mój ziomal z Ostrowca - Włodek Pawlik. Gratulacje.

Na koniec imprezy chłopaki z Daft Punk i Stevie Wonder dali czadu. Szkoda, że mnie tam nie było, ale dzięki świetnie zorganizowanej transmisji (i znajomości z Włodkiem) czułem się jakbym tam był.