Błogosfera, czyli cała para w Kominek.

Do napisania tego teksu zainspirowało mnie to, co widziałem na wczorajszym Twitterze pod hashtagiem #OrangeBlogTalks

Tak, była taka impreza, na którą nie otrzymałem zaproszenia, bo nie jestę blogerę piszącym o “soszialmidia”. Tak? Nie piszę? No to teraz niczym komisarz Ryba powiem: - będę! I będę jak Tommy Lee Jones w Ściganym!

(Swoją drogą fajnie jest nie być na imprezie, na której KAŻDY tweetuje i napisać tweeta, który jest “most impact”)

twitter

Kiedy myślę o polskiej blogosferze, (którą uparcie nazywam “błogosferą”) nasuwa mi się kilka porównań:

jest jak Edyta Górniak - znana i lubiana, ale tylko w kraju

jest jak Polska reprezentacja w nogę - owszem, na mecze ligowe przychodzą tysiące, ale pokazać się za granicą, to już wstyd

jest jak polskie zespoły w konkursach Eurowizji - odpada w eliminacjach

jest jak hinduski absolwent ASP, który maluje pędzlem jeden bryt billboardu, patrząc na pogięty wydruk z maila

jest jak…, porównania można by mnożyć.

Uważam, że pomimo wielu samozachwytów ujętych na setkach slajdów, w dziesiątkach prezentacji polska błogosfera jest wręcz patetycznie 🙂 słaba.

Dlaczego? Ano dlatego, że wyjąwszy kilka chlubnych wyjątków, tak naprawdę wcale nie tworzy wartościowego contentu!

Blogerzy technologiczni? Przepisują głównie treści z zachodnich serwisów i testują produkty, które trafiają do nich w “piątej kolejności odśnieżania”. (Jedyny @mackozer tworzy content, po przeczytaniu którego nie mam wrażenia, że już to czytałem, ale po angielsku).

Blogi poświęcone marketingowi i social media? Zajmują się głównie same sobą. Kółeczko wzajemnej adoracji, które przypomina mi środowisko reklamowe, gdzie co roku na wszystkich konkursach wręczający i odbierający nagrody zamieniają się tylko miejscami. (Jaśniej błyszczą @mediafun @hatalska i @kotarbinski których nawet czasem zacytują mainstreamowe media.

Blogi modowe? Kulinarne? Podróżnicze? W swoich niszach kilka jest na prawdę bardzo dobrych. W niszach właśnie.

Ale największym fenomenem jest dla mnie popularność “króla polskiej błogosfery” - Kominka. Niespełniony dziennikarz budujący swoje ego na własnym blogu. Lajfstajl? Kamą! To ja już wolę być nolifem i grać w grę.

Niesamowite jest to, jak udało mu się przekonać brand managerów i to nie tylko junior, żeby powierzali mu budżety reklamowe. Żeby było jasne - nie zazdroszczę mu kasy i popularności, smucę się tylko że w naszym kraju jest tak, ze nr 1 na liście iTunes to “Ona tańczy dla mnie”, a takie coś jak kominek.es to blog nr. 1.

Dziwi mnie jeszcze jedna rzecz. Nie ma chyba w Polsce dobrego blogera piszącego po angielsku. Czy tego chcemy, czy nie, jest to podstawowy język internetu. Bez porządnego bloga po angielsku nigdy nie będziemy naprawdę wpływowi. Nic, co dzieje się w “błogosferze” nie odbije się większym echem na świecie, nie będzie cytowane, szerowane, nie wyjdzie poza granice naszego grajdołka. Świat, to podobno globalna wioska. A patrząc tylko na polską błogosferę wydaje mi się, że jednak bardziej wiocha.