Last Jedi - ostatni co tak mieczem świetlnym wodził

Niby jesteśmy przyzwyczajeni, że gdy zbliża się 25 grudnia Moc truchleje. Od 3 lat truchleje nawet bardziej, bo Disney wypuszcza przed świętami kolejną część Gwiezdnych Wojen. W tym roku mamy Last Jedi. (UWAGA mogą być spoilery!!!).

Star Wars SpoilerDisney nabywając prawa do Star Wars miał 3 wyjścia. Mógł wszystko totalnie spieprzyć starając się podciągnąć filmy pod swoją estetykę, mógł kopiować Lucasa (z czasów pierwszej Trylogii), mógł też w końcu zrobić te filmy po prostu dobrze. Wychodząc w sobotę z kina z seansu The Last Jedi stwierdzam, że management Disneya wybrał bramkę nr 3.

Star Wars The Last Jedi to kawał niezłego filmu. Choć dla starych fanów serii pewnie nigdy nie będzie zaliczał się do filmów kanonicznych, to nie jest filmem złym. Jest też na pewno pożegnaniem. Pożegnaniem z bohaterami pierwszej trylogii. Han Solo nie żyje, Leia, a właściwie grająca ją Carrie Fisher również nie żyje. W chwili gdy piszę te słowa Mark Hamil nadal żyje, ale nie jestem pewien czy wystąpi w następnych częściach sagi.

Może zobaczymy Chewbaccę, albo nierozłączną parę R2D3 C3PO (no, chyba że nie poznamy go prze czerwoną rękę). Może.

W Star Wars część 9 i dalsze to będą już tylko nowi bohaterowie - Ci bohaterowie, których imion filmowych nie mogę do tej pory zapamiętać. Ta laska, ten Murzyn, Pilot i ten zły z końską gębą. Teraz doszła jeszcze Azjatka. No i korporacyjne, disnejowskie normy różnorodności mamy wypełnione. Kobieta- jest, Murzyn - jest, Azjata - jest. A czarny charakter to biały mężczyzna, zgadza się i nikt się nie doczepi.

Ci nowi bohaterowie mnie delikatnie mówiąc wkurzają. Oglądałem film z polskim dubbingiem i ich odzywki były takie mocno gimbaziane. Obejrzę na pewno jeszcze raz w wersji oryginalnej to sobie porównam. Ale wydaje mi się, że Disney z nowymi filmami celuje w perspektywiczny target - gimbusów i młodzieży właśnie i pod nich skrojeni są ci nowi bohaterowie My, rycerze Starej Republiki (wychowanie na częściach IV - VI) mamy się dostosować albo wymrzeć jak Jedi (kurde, a jednak nie udało się uniknąć spoilerów).

Wracając do meritum - Części VIII - The Last Jedi daję mocne 8,6 na 10. Fabularnie muszę się przyczepić do Mocy - zrobiła się z niej trochę taka dumbledorowa magia. Tyle, że zamiast używać różdżki wystarczy rozczapierzyć dłoń jak pojebany i zrobić minę jakby się chciało kupę. I już można wszystko - latać przenosić kamienie rozmawiać na odległość połowy galaktyki jak przez Skype. No kurde nie, nie do tego byłem szkolony!

Drugi zarzut fabularny to pojawienie się (baczność!) Mistrza Yody. I to jeszcze w wersji stetryczałego i zdziecinniałego zielonego błazna z bagien Dagobah. Słabe dość.

Teraz o pozytywach. Film w obrazku jest prześliczny. Co prawda nie tak, jak Blade Runner 2049, ale spoko. Zapoczątkowana przy okazji Przebudzenia Mocy koncepcja, by gdzie się da budować dekorację i unikać CGI, sprawdza się. Bitwy w kosmosie dalej są epickie - statki wybuchają z pięknymi odgłosami i płomieniami, skręcają i hamują z piskiem i robią przepisowe piii bziuuuu!

Miasta i kantyny na planetach przeróżnych pełne są typów różnych ciekawych ras, o których pewnie powstaną dziesiątki Wpisów w Wookipedii.

Star Wars Muzyka Johna Williamsa rozbrzmiewa jak powinna rozbrzmiewać, a Sokół Millenium dalej jest w stanie pokonać trasę na Kessel poniżej 12 parseków.

Pewnie długo będą trwały spory czy The Last Jedi jest filmem dobrym czy nie, twórczym czy odtwórczym, itp. Ja byłem i pójdę raz jeszcze oraz deklaruję, że tak długo jak Disney będzie robił kolejne części, tak długo będę na nie chodził do kina. Na razie z Synem, a pewnie za czas jakiś z Wnukiem.

Będę stary mały i pomarszczony niczym Yoda, ale dopóki Moc we mnie nie struchleje na kolejne części Gwiezdnych Wojen do kina chodził będę.

Choć nie wróżę żadnej kolejnej części pobicia rekordu Powrotu Jedi, na którym to byłem w kinie 37 razy. Raz nawet w Hajdúszoboszló z węgierskim dubbingiem!

Niech Moc będzie z Wami!