Pasek postępu

Dawno żaden produkt nie wzbudził tyle emocji (emoji?), co pokazany wczoraj na konferencji Apple nowy MacBook Pro.

Jak zwykle po każdej konferencji podniosły się głosy, że Apple się kończy. Że te komputery się do niczego nie nadają, a już na pewno nie za tą kasę. Najwyżej do siedzenia w Starbuniu na Zbawixie i szpanowania świecącym jabłkiem. Oh, wait, teraz już nie można nawet do tego się nie nadają. Dramat.

MacBook Pro już wcale nie jest pro! Nie ma zwykłego USB, slotu na kartę, magnetycznej wtyczki, ani portu HDMI. No tak, nie ma. Nie ma też CD, szerokiego interfejsu SCSI, napędu dyskietek, zipa, Jaza i portu drukarkowego. Ma za to Thunderbolt 3 zgodny z USB-C, HDMI i kilkoma innymi standardami. A że trzeba będzie dokupić przejściowki? No coż?

Może z Apple jest tak jak z Xeroxem (od którego przecież rżnęli zawsze, już od czasów pierwszego Macintosha), że oni wcale nie sprzedają komputerów i telefonów, a tylko tworzą rynek na przejściówki? Tak jak Xerox i HP? może tak przecież być.

Nowy MacBook Pro nie jest również podobno zbyt pro dla swojego tradycyjnego rynku - czyli grafików, filmowców i muzyków. Pamiętacie czasy, kiedy Maki można było zobaczyć tylko w agencjach reklamowych? Ja pamiętam. Nie żadne tam MacBooki, ale sieriozne maszyny w beżowej obudowie tower. O takie.

powermac 9600Miały "porządny" zestaw portów  i interfejsów. ADB, SCSCi, port drukarkowy i Apple Talka. Służyły głównie do kobylastych zadań w Photoshopie. 504 x 238 tiff CMYK 300 DPI. Mówi Wam to coś? Ja przez wiele lat wyrwany ze snu w środku nocy potrafiłem wyrecytować tę specyfikację.

A przecież takich odbiorców "pro". Już prawie nie ma.
Znaczy są, ale na wymarciu. A i tak podobno ostatnio wolą pracować na stacjach HP czy innego Della.

Dzisiaj profesjonalista z branży reklamowej to osoba, która cały dzień siedzi na Fejsie, wysyła snapy i obrazki na Instagrama. I dla takiej osoby tandem: nowy MacBook Pro i nowy iPhone to idealne narzędzia pracy. I żeby je ze sobą połączyć wcale nie potrzebuje żadnych kabli. Jest przecież świetnie działająca chmura od Apple, jest rozwiązanie  kopiuj-na-jednym-urządzeniu wklej-na-drugim-urządzaniu. Na cholerę komuś kable? Zresztą proszę uczciwie przyznać - kiedy ostatnio korzystaliście z pendrive'a? Ja nie pamiętam. Mam całą szufladę, a jak ostatnio w jakiejś internetowej drukarni zostawiłem jednego 4 GB to nie chciało mi się po niego wracać przez pół miasta. Ostatnio czyli jakieś 8 miesięcy temu.

Inne peryferia, dyski, drukarki, co tam jeszcze macie? No tak, na początku trzeba będzie kupować przejściówki. Ale gwarantuję Wam, że następne generacje tych urządzeń będą już dostosowane do nowego MacBooka. Mało tego, nie zdziwię się, jak w kolejnym flagowym laptopie Samsunga, Acera czy innego HP też znikną tradycyjne porty USB i zostaną same z C. Zawsze tak było. Najpierw wszyscy psioczyli na Apple, a potem robili tak samo. iMac Bondi Blue bez dyskietki też na początku szokował.

Moim zdaniem Apple świetnie dostrzegło jak zmienia się rynek odbiorców pro i nowy MacBook Pro jest odpowiedzią na te, często jeszcze nieuświadomione potrzeby. Lekki, ultraprzenośny, z długim czasem pracy na baterii, z możliwością ładowania go w każdą dziurkę i mimo początkowych trudności i bojów z przejściówkami  - z możliwością podłączenia wielu peryferiów.

Ten MacBook to sprzęt dla nowego pokolenia segmentu Pro. Ludzi, którzy urodzili się ze smartfonem w ręku i dla których głaskanie ekraniku jest o wiele bardziej naturalnym interfejsem niż myszka i klawiatura. Dinozaury się nie odzwyczają.  Pewnie znacie takich, którzy do laptopa podłączają mysz, bo im się niewygodnie pracuje na touchpadzie? Dla nich Touch Bar to tylko gimmik niegodny prawdziwego profesjonalisty. Za naszych czasów było inaczej, Jobs się w grobie przewraca. Ile razy ja już to słyszałem. Zamontujcie se w dupie szerokie SCSI z terminatorem, to Wam może troszkę ból owej przejdzie.

Jedyne co mnie mocno wkurza to strategia cenowa Apple odnośnie Europy, a Polski w szczególności.

Równianie: cena w dolarach=cena w euro x kurs + VAT sprawia, że nowy MacBook Pro jest u nas cholernie drogi. Ale z drugiej strony, jak sobie przypomnę, że za 486 DX40 z monitorem CRT 14 dałem kiedyś 9 000 złotych, to ten MacBook wcale nie wydaje się tak drogo.