5 rzeczy ze świata technologi, które miałem w dupie - moje podsumowanie roku 2014.

Rok się powoli kończy wiele stron, serwisów i blogów będzie zaraz robić podsumowanie roku 2014. Kontynuując cykl zapoczątkowany rok wcześniej (jeszcze na kormo.pl) opiszę kilka rzeczy, którymi media i blogosfera - nie tylko technologiczna jarała się w 2014 roku. Ja nie.

1. Apple Watch

Apple Watch

foto: Apple.com

Mityczny zegarek od Apple - wyczekiwany jak chyba żaden inny produkt do tej pory. Na początku zwany iWatch okazał się Apple Watchem. Wszyscy na niego czekali, no bo przecież Samsung, Motorola i inni zrobili już swoje inteligentne zegarki. Presja na Apple była więc ogromna. I oni się tej presji poddali pokazując swój pierwszy produkt z kategorii wearables. Bardzo ładny - nie przeczę. Z nowatorską wariacją iOs i dosyć kreatywnym wykorzystaniem kółka (takiego, jakim dziadek nakręcał swoją Pabiedę).

Niby wszystko dobrze, ale ten produkt do mnie nie przemawia. Ja go po prostu nie potrzebuję. Odkąd w 1996 roku wyfasowałem swoją pierwszą komórkę (Philips Fizz) nie odczuwam potrzeby posiadania zegarka. Gest sięgnięcia do kieszeni w celu sprawdzenia na wyświetlaczu telefonu która jest godzina stał się dla mnie gestem naturalnym.

Inne ficzery nie robią na mnie wrażenia. Powiadomienia na nadgarstku? Czyli jeszcze krótsza smycz, bo wibrujące urządzenie na ręce trudniej zignorować niż wibrującą i pikającą kieszeń. Poza tym delikatne urządzenie, o które trzeba dbać, nie wolno go zamoczyć, o nic nim stuknąć, codziennie ładować to raczej utrapienie niż wygoda.

Funkcje ozdobne i biżuteryjne, jakie daje Apple Watch załatwiam z pomocą zegarków Jelly Watch dostępnych za 20 zł za 5 szt na allegro. Niszczę je, zalewam, gubię po pijaku. Z Apple Watch na nadgarstku nie miałbym takiego komfortu życia.

Funkcje fit i monitorowania organizmu też nie robią na mnie wrażenia. Nie biegam, nie latam, nie skaczę, nie pływam. W tańcu, w ruchu nie wypoczywam. Gdybym jednak chciał, znalazłbym na rynku kilka produktów, które nie dość, że są tańsze to nie trzeba się z nimi obchodzić jak z iAjkiem.

Pewnie jak się Apple Watch się w końcu pojawi pójdę do iSpotu i sobie go pomacam, ale na pewno nie kupię. Mam w dupie.

2. Samsung Galaxy S5

samsung galaxy s5

foto: Samsung.com

Co by tu napisać? Kolejny byku z plastiku. Z tylną obudową o fakturze plastra na odciski. Napakowany rdzeniami, gigabajtami, megapixelami i ficzerami, których nikt nie potrzebuje. A odinstalować ich sobie tak po prostu nie można. Można co najwyżej od nowa system zainstalować. Pewnie nawet będzie trzeba, bo pomimo tych rdzeni i gigabajtów KAŻDY znany mi osobiście Android po jakimś czasie zaczyna się mulić jak Fiat Uno w dieslu pod górkę w zimie. Ten typ tak ma. No i jeszcze ten nieszczęsny TouchWiz. Autorska samsungowa nakładka na Androida, która udaje, że nie udaje iOs.

Jakby nie patrzeć, jakby nie liczyć to południowokoreański czebol jest teraz głównym dostawcą smartfonów na światowy rynek. Wydając przy tym na reklamę 9 razy więcej niż Apple zarabiają na nich dużo mniej. Większość z nich zresztą to komunijne budżetowce, które operatorzy dają za złotówkę przy przedłużeniu abonamentu. Czyli nie jakość ale ilość. Choć podobno ostatnio poszli po rozum do głowy i robią ostro przycinają swoje portfolio.

3. Telewizory 4K

telewizory 4k

photo: Mashable.com

Gdy widzę matrycę to kwicę mogliby zaśpiewać bracia Golec na promocji telewizorów w Media Markt czy w innym Saturnie. Telewizory 4k to kolejny przykład pogoni za cyferkami rodem z rynku PC w połowie lat 90. Jak Polak wymienia swój telewizor to najlepiej od razu na 4K, Smatr TV, minimum 42 cale i najlepiej wygięty.

Na takim dopiero M wygląda jak Miłość, a Wilkowyje pokazują swoje prawdziwe piękno. Szczególnie z anteny zbiorczej (no dobra mamy naziemną cyfrową telewizję z całkiem przyzwoitą jakością) albo osiedlowej kablówki z mocno naciąganym HD o niskim Bitrate. Czyli max 720p z bieda kompresją.

No ale przecież im większy telewizor na regale tym większy faktor lasnu. A, że do większości tych telewizorów NIGDY nie dotrze nawet sygnał Full HD o 4k nie wspominając to już nikomu nie przeszkadza. Grunt żeby sąsiad miał wkurwa, że ma mniejszego i bez tylu funkcji.

Ja tam sobie bardzo chwalę moje 32 cale od Sony z podpiętym PS3 i Apple TV. Nie widzę potrzeby zmian, chyba że planowane postarzenie zadecyduje za mnie.

4. Prywatność w sieci

NSA
No i mamy pardoks. Ci, którzy nie tak dawno walczyli o szybki internet, dzis zmienili front i walczą o wolny. Wszystko przez Edwarda Snowdena, który podkablował, że NSA nas słucha, ogląda i czyta nasze maile. Podobno dla naszego (w sumie to ich - Amerykanów) bezpieczeństwa.

No i zaczął się lament! Że to pogwałcenie wolności słowa i zamach na swobody obywatelskie. Może i tak.

Nie jestem jakimś wybitnym zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, ale jak dobrze pomyśleć to cały ten internet jest przecież dzieckiem Arpanetu - sieci stworzonej przez wojsko i na wojskowe potrzeby. "Naturalny" cykl technologii wojskowych jest taki, że idą "do cywila" jak już przestają być wojsku tak bardzo potrzebne. I co - myślicie, że US Army pozbyło się takiej fajnej technologii tak po prostu? Zostawiło ją jakimś cywilom, żeby sobie mogli z nią robić co chcą? Nie wydaje mnie się.

Widzę tu zresztą swoiste rozdwojenie jaźni. Świadomi internauci, blogerzy, autorzy dbają o swój page rank, alexa rank, Klout score i inne faktory lansu. A z drugie strony chcą być ukryci za szyfrowanymi komunikatorami, VPNami i innymi proxy. iSchizofrenia.

Mnie osobiście to strzyka. Niech sobie słuchają i czytają. Nie planuję zamachów terrorystycznych, nie handluję bronią ani narkotykami, czasem tylko obejrzę sobie jakiegoś łagodnego pornolka czy amerykański serial.

Moje maile i zakupy jako wsad do Big Data? No to co? Najwyżej zadzwoni do mnie jakaś przemiła konsultantka, z której będę mógł sobie pokręcić bekę. A może rzeczywiście algorytm zadziała i dostanę ofertę na coś, czego rzeczywiście potrzebuję? Może.

5. Oculus Rift, Gear VR i inne klony

oculus-rift
Jeżeli gadający do siebie człowiek chodzący w Google Glass, miziający się palcem po jednym nauszniku wygląda głupio, to jak wygląda człowiek noszący to coś?
Nie masz pomysłu na produkt? Weź wyświetlacz od telefonu i wsadź go w przyciężką obudowę i voilà! No z całym szacunkiem ale nie! Mam wrażenie, że od 1992 roku (premiera Kosiarza Umysłów) nikt nic nowego w temacie wirtualnej rzeczywistości nie wymyślił. Oczywiście, rozdzielczość jest lepsza, sprzęt lepiej reaguje na nasze ruchy, ale to ciągle nie to.

Wgrygrać się w tym podobno nie za bardzo da, łazić po Google street view niby można, pytanie tylko po co? Jakoś nie wyobrażam sobie, że siedzę na kanapie i "patrzę sobie do hełma".

W powieści Jamesa P. Hogana "Gwiazda Gigantów" (trzecia część fajnego cyklu SF) jest opis totalnej wirtualnej rzeczywistości. Ludzie przy spotkaniu z kosmitami kładą się na chwilę na leżankach, a sekundę potem są na obcej, odległej o kilkadziesiąt lat świetlnych planecie. Komputer bada ich mózgi oraz układ nerwowy i dokonuje totalnej stymulacji sensorycznej - coś jak w Matrixie. Oni czują, że są gdzieś indziej wszystkimi zmysłami, pijąc whisky czują smak alkoholu, zaciągając sie papierosem, kaszlą. Taką wirtualną rzeczywistość to ja rozumiem! Nie wiem, czy będzie mi dane doczekać. Chociaż, czemu nie? Jakby 20 lat temu ktoś mi pokazał iPhona - pewnie też bym nie uwierzył, że coś takiego jest możliwe.

Oczywiście rzeczy, które delikatnie rzecz ujmując mało mnie obchodziły w tym roku było dużo więcej ale na podsumowanie roku 2014 wybrałem właśnie tę piątkę.