Śmierć? Lubię to! Ani Przybylskiej ani nikomu innemu lajki życia nie wrócą.

Śmierć Ani Przybylskiej, jakkolwiek smutnym by nie była wydarzeniem sprawiła, że miałem ochotę pokasować dziś wszystkie konta i profile na tzw. portalach społecznościowych.

Smutne  wydarzenie jakim była przedwczesna śmierć Ani Przybylskiej odbiła się w tzw mediach społecznościowych szerokim echem. Przez chwilę miałem wrażenie, że mam czarno-biały moniror - gdyby nie niebieska oprawa Facebooka i Twittera. Nagle okazało się, że wszyscy Przybylską uwielbiają i widzieli ją we wszystkich filmach: i polskich i zagranicznych oraz łączą się w w "bulu i nadzieji" z rodziną Zmarłej.

Szczytem szczytów było powstanie kilku stron typu "Bijemy Rekord Polubien dla Anny Przybylskiej" Nie od dziś wiadomo, że lajki, karmią, poją, ubierają i niczym ojciec Bashobora - wskrzeszają!

Screen-Shot-2014-10-06-at-16.48.55

2000 lat temu zasięg Facebooka był dużo mniejszy niż dziś, dlatego Jezusowi zajęło aż 3 dni uzbieranie 10 000 lajków i potem mógł spokojnie zmartwychwstać i zasiąść po prawicy Ojca.

Można też śmiało wykorzystać śmierć Ani Przybylskiej w swoich działaniach reklamowych. Przecież chwilowo nie żyje (zbiera lajki) więc nie zaprotestuje. Póki jeszcze żyła, wynajmowała gdzieś mieszkanie a nawet chodziła na basen.

10647181_4709681277761_4212507770040017408_nWięc pokój jej duszy, skoro pokój w Studio 3 chwilowo zwolniła. Może znajdzie się najemca na te trzy dni kiedy aktorka zbiera lajki niezbędne do zmartwychwstania?
Aaaaaby karnet na basen tanio! Trzy dni w cenie jednego! Tylko w Studio 3.

Czytając te wszystkie wpisy i oglądając dziesiątki ferm lajków zbudowanych na ludzkim nieszczęściu i naiwności gimbaziano-korporacyjnych użytkowników social mediów rzygać mi się chce.

Zastanawiam się czy na korzystanie z FB, Twittera i w ogóle Internetu nie powinno być państwowego egzaminu niczym na Prawo Jazdy, a przynajmniej jakiegoś progu związanego może z IQ? Bo to, co się kurwa wyrabia przy takiej okazji jak śmierć Ani Przybylskiej woła o pomstę do nieba (obojętnie, czy ktoś tam mieszka, czy nie).