SOLO YOLO czyli Disneyu nie idź tą drogą!

Umówmy się. Kanonicznymi Gwiezdnymi Wojnami są tylko części 4-6. Czyli te stare, jeszcze sprzed cyfrowej rekonstrukcji z końcówki lat 90. Te pozostałe nakręcone części już się do kanonu nie zaliczają, ale obejrzeć je trzeba. Po niezłym Przebudzeniu Mocy nie takim najgorszym Łotrze i bardzo dobrym Ostatnim Jedi przyszedł czas na Solo.

Zanim zacznę się przypieprzać do Disneya muszę przypieprzyć się do Multikina. Projekcja była duuuużo za ciemna. Wiem, że chcecie oszczędzać lampy, ale to może na reklamach (ale nie, te są na pełnej kurwie), a nie na filmie co?

Dobra - to teraz nawrzucam Disneyowi. Tak się kurwa nie robi! Ja wiem, że z badań Wam wyszło, że na "Starwarsy" chodzą teraz gimbusy i do nich macie trafiać, ale starą gwardię to wy szanujcie! Jak można zrobić film w uniwersum StarWars i nie zająknąć się ani słowem o Mocy! No jak? Przecież w StarWarsach Moc jest silna i są one silne Mocą, nie?

Pokazanie przez kilka sekund jednego Sitha na ekranie sprawy nie załatwia. Nawet jak wszyscy myśleli, że ten Sith już dawno nie żyje.

Druga rzecz - historia, fabuła czy jak tam zwał. Kolejna klisza. I to żeby jeszcze jakaś fajna. Ale historia będącego w głębokim friendzonie byłego chłopaka Khaleesi, która wybrała bogatego drania zamiast szlachetnego golasa - swojego chłopaka z rynsztoka? Serio. To jest ten Wasz pomysł? Miliony dolarów, możliwość zatrudnienia najlepszych scenarzystów świata i tyle?

Druga historia - też klisza. Rookie w mafii u starego drania, który go najpierw bierze pod skrzydła, potem dyma, a potem sam jest wydymany? Ile razy już to widzieliśmy? Na szczęście Woody Harrelson w tej roli jest świetny, jak w każdej innej zresztą. Uwielbiam tego szajbusa. Emilia Clarke też się pięknie uwolniła od klątwy Gry o Tron (już w Teminanatorze była niezła).

O aktorze grającym tytułowego bohatera powiem tylko, że na drugi dzień po obejrzeniu filmu już bym go nie poznał. Jest tak zwanym aktorem niecharakterystycznym, z twarzy podobnym zupełnie do nikogo, a już na pewno nie do Harrisona Forda. Na szczęście Chewbacca jest do siebie podobny. No i ta scena pod prysznicem.! xD

Teraz kilka pozytywów, żeby nie było, że się tylko przypierdalam. Z tego co mi się udało zauważyć obrazek jest bardzo ładny. Znowu przeważają dekoracje, a nie CGI (oczywiście tam gdzie się da). Kessel jest brudne i brzydkie a kosmos jest wielki. Pozytywnym zaskoczeniem była tez dla mnie muzyka. Nie były to tylko kolejne wariacje i reorkiestracje Williamsowego klasyka, ale słychać było powiew świeżości. Bardzo fajne były też postacie trzecio i dalej planowe. Te wszystkie stwory z innych stron galaktyki i droidy przeróżnej maści. Szczególnie ta droid feministka od Lando. Dziś przyjęli by ją do Partii Razem.

No i w końcu zobaczyłem jak wygląda zrobienie trasy na Kessel poniżej 12 parseków (jeśli się zaokrągli w dół).

kessel
Podsumowując - SOLO jest niezłym filmem SF i zupełnie słabą częścią Gwiezdnych Wojen. Dla mnie spore rozczarowanie. Jeśli Disney będzie w ten sposób eksploatował potencjał sagi to straci starych fanów i długo nie utrzyma nowych.