Ciągle jestem głodny, ciągle jestem głupi.

steve-jobs-kormo

Dziś mijają dwa lata odkąd zmarł  Steve Jobs. Człowiek, którego można kochać, można nienawidzić, ale nie można go zignorować.

Mam problem z jednoznaczną oceną tego, kim był Steve Jobs. Przeczytałem wszystkie książki o Jobsie (nie tylko po polsku), obejrzałem o nim 3 filmy, przeczytałem setki artykułów. Myślę, że aby w miarę obiektywnie ocenić jego spuściznę trzeba oddzielić Jobsa-człowieka od Jobsa twórcy i CEO Apple.

Wiem na pewno kim Jobs nie był. Nie był inżynierem - choć przypisuje mu się stworzenie pierwszego komputera osobistego z prawdziwego zdarzenia, nie był programistą - chociaż to on zgarnął kasę za Breakouta - wielki przebój Atari, nie był designerem - choć zmienił sposób, w jaki patrzymy na elektronikę użytkową,

Wbrew obiegowej opinii nie był też geniuszem marketingu.

Szefem z pewnością był okropnym. Mamy na to setki dowodów w postaci wspomnień i relacji ludzi, którzy pracowali “pod Stevem”.

Kim zatem był Steve Jobs? Otóż moim zdaniem był wizjonerem i katalizatorem.

Wizjonerem - bo potrafił spojrzeć na otaczającą go rzeczywistość inaczej niż wszyscy. Dostrzegał możliwości i rozwiązania, których inni nie widzieli.

Nie widzieli, bo patrzyli na świat poprzez utarte schematy, przez swoją wiedzę i doświadczenie, które ich kształtowało. Jobs patrzyła na świat oczami dziecka. Dziecka, które mówi, że kiedyś zbuduje rakietę i poleci na Słońce. I dla takiego dziecka nie ma, że się nie da, że za gorąco, czy coś. Ono poleci nocą i sprawę załatwi.

Katalizatorem - bo potrafił wykrzesać z zespołów, którymi kierował coś więcej niż wskazywałaby na to zwykła synergia. Zwykle wkurwiał do białej gorączki ludzi, z którymi pracował, ale dzięki niemu robili więcej i lepiej niż byli w stanie zrobić.

Takie połączenie cech u jednego człowieka zdarza się rzadko. W tym konkretnym przypadku zdarzyło się i trafiło na podatny grunt doliny krzemowej w burzliwych latach 70. To, że w ogóle powstało Apple i że rozwinęło się w firmę jaką znamy dziś to splot wielu przypadków i obecności właściwych ludzi we właściwym czasie i miejscu.

Dzisiaj po dwóch latach, mimo że Apple rozwija się dobrze brakuje mi Jobsa. Brakuje mi jego “and boom” na keynotach, brakuje swobody z jaką prezentował produkty.

Jobs był buddystą i wierzył w reinkarnację. Mam nadzieję, że jego dusza nie osiągnęła jeszcze nirwany i gdzieś kiedyś pojawi się kolejny “crazy one”, bez respektu dla status quo, który zmieni świat. Again.