Tradycja i nowoczesność. Blogosfera w "starych" mediach.

Tradycja i nowoczesność. To połączenie straszy mnie w briefach różnych marek przez ostatnie kilkanaście lat pracy w reklamie. Jest oklepane jak wacek Rocco Siffredi i mniej więcej tyle razy samo użyte. Blogosfera i tradycyjne media to podobno właśnie takie połączenie. Teraz czekam tylko aż na wzór nowojorskich teatrów pojawi się off-blogosfera, a może i off-off-blogosfera.

Żeby od razu zamknąć usta krzykaczom, zaznaczam że dokonałem pewnego uproszczenia i do jednego worka z napisem"blogosfera" wrzuciłem blogerów, vlogerów, podcasterów i youtuberów. Tak mi wygodnie.

Radek Kotarski w reklamie Banku, Maciek Budzich na jedynce gazeta.pl i natemat, Kominek i blogerki modowe w telewizji śniadaniowej. Dwa tygodnie temu  bałem się otworzyć lodówkę, żeby nie wyskoczyl z niej Sylwester Wardęga przebrany za pająka. Pająk w telewizji komentuje wyciek danych z iCloud i recenzuje iWatcha i nowe iPhony.

Czy tradycyjne media nie mają już na siebie pomysłu? Jak trwoga, to do bloga? Telewizor z Youtube, czy Youtube w telewizji.
Dwa, trzy lata temu to było nie do pomyślenia. Blogosfera i telewizja czy prasa istniały sobie osobno i jeżeli jakoś o sobie wspominały to raczej z przekąsem i politowaniem. Zasuszone wapniaki z prasy, radia i telewizji vs szczyle z Internetu.

Wydaje mi się, że role się zamieniają. Blogosfera się profesjonalizuje a poziom dziennikarstwa w mainstreamie schodzi na psy. Treści tworzą i redagują już nie dziennikarz a media workerzy, bez warsztatu dziennikarskiego o znajomości ortografii nie wspominając. Treści dobrej jakości jakoś się jeszcze trzymają w papierowych wydaniach gazet czy broadcastowych przekazach stacji telewizyjnych, co jest o tyle dziwne, że papierowa gazeta (ot taka Wyborcza) żyje jeden dzień, a treść wrzucona do sieci zostaje w niej "na zawsze".

Kiedyś blogerzy zabiegali o możliwość pokazania się w TV czy powiedzenia kilku słów do prasy, teraz rolę się odwracają. Dla śniadaniówki czy programu informacyjnego nobilitujące staje się jeśli pojawi się u nich, czy opinię wygłosi bloger czy inny youtuber.  A blogerzy siedzą, liczą kliki, rosnące zasięgi, pageranki, edgeranki klouty i inne wskaźniki, które u jednych od razu przekładają się na czyściutką kasę, u drugich zaś są podstawą do tworzenia ofert współpracy z markami.

Ja nie mówię, że to źle. Sam przecież na spotkaniu założycielskim PSBV postulowałem jako jeden z celów Stowarzyszenia, wpisanie "bloger: na oficjalną listę zawodów.

Martwi mnie jednak co innego. Początkujący bloger/vloger, czy to pod wpływem książek Kominka, czy pod wpływem sukcesów Wardęgi i Kotarskiego, tworzenie bloga zaczyna od zakładki współpraca. Napisze taki dwa, trzy posty i już czeka na #darylosu czy nowego iPhona do testów. Nie tędy droga, Panie i Panowie. Najpierw stwórzcie trochę wartościowych treści, a dopiero potem wyciągajcie łapki po darmowe kubeczki. Tworzac marny content, ale wypromowany rożnego rodzaju działaniami kradniecie mi (o ile trafię na Wasze wpisy) to, co mam najcenniejszego i czego już nigdy nie odzyskam - mój czas. Czas stracony na czytanie słabych rzeczy.

Zastanawiam się, czy na wzór nowojorskich teatrów pojawi się off-blogosfera, a może i off-off-blogosfera.
Blogi bez zakładki "współpraca", blogi będące tym, czym były u zarania blogosfery - internetową formą ciekawie prowadzonego dziennika/pamiętnika. Blogi niszowe, pisane z pasją. Czy to o szachach przełajowych, czy domowej hodowli wszy łonowych. Bez oglądania się na kliki i zasięgi i propozycje współpracy. Jak będzie dobrze - przyjdą same. Jak nie - trudno. BLOGS NOT DEAD! (yet).blogs-not-dead-1024x1024