Wieśniaki

Zbliżają się kolejne wybory. Tym razem samorządowe. I jak zwykle nie mam na kogo głosować. Mogę tylko głosować PRZECIW. A to dlatego, że od lat, na wszystkich szczeblach rządzą nami wieśniaki!

I żeby wszystko było jasne - nie mam nic do ludzi, którzy są ze wsi. Absolutnie NIC. Bycie wieśniakiem na sposób o którym mówię nie ma nic wspólnego z faktycznym pochodzeniem. Można być Warsiawiakiem od pięciu pokoleń i nadal być wieśniakiem, można też urodzić się i całe życie mieszkać we Wzdole Rządowym i wcale wieśniakiem nie być.

Na czym wiec owe wieśniactwo polega? Przede wszystkim na mentalnej słomie z butów, ciasnym myśleniu oraz przekonaniu, że państwowe, gminne, firmowe to niczyje i można z tego brać. Ba, żeby tylko brać, trza się od razu NACHAPAĆ! Jak dajo, jak leży, jak mam dostęp i dojścia, to korzystać trzeba. Synowi szwagra, cioci Lucynce, pasierbowi kolegi też coś trzeba załatwić, bo im się przecież też należy! Im też nie było łatwo!

Takie myślenie panuje we wszystkich bez wyjątku partiach politycznych. Wszystkich. I choć prawie co wybory zmieniają się zasiadający przy żłobie, mentalność jest taka sama. Przypomina mi to nastawienie młodych komunistów ze świeżego powojennego wiejskiego zaciągu - takich "inspektorów ludowych", którzy wchodzili do opuszczonego pałacu dziedzica, zjadali co było, wychlewali całe wino z piwniczki, spali w gumofilcach na łóżku, a na końcu rechocząc srali na dywan.

Niektóre partie mają trochę kindersztuby i się ze swoim wieśniactwem kryją. Rządząca od 3 lat tzw. DobraZmiana wcale się ze swoim wieśniactwem kryć nie zamierza. Mało tego, oni to wieśniactwo gloryfikują i podlawszy bogoojczyźniano-patriotycznym sosem podnoszą do rangi cnoty!

Ja do końca życia zapamiętam jak wrzeszczy burmistrz Brzeszcz, że te PIENIĄDZE IM SIĘ PO PROSTU NALEŻAŁY!

A w expose mówiła oczywiście, że przyszli słuchać i służyć. I na expose się skończyło.

A może wieśniactwo determinuje poziom wykształcenia? Może ci po podstawówkach i zawodówkach zachowują się tak, bo nikt im zasad kindersztuby i poszanowania wspólnej wartości nie wpoił?

Oj chyba też nie.
Pod koniec sierpnia znajoma pracująca w dużej korpo opowiadała mi, jak jej koleżanka z pokoju ładowała do torby naręcza długopisów, ołówków, flamastrów, post-itów i innego biurowego stuffu. Na pytanie - a co, ty teraz będziesz w domu na home office pracować? - ta odpowiedziała z rozbrajającą szczerością, że przecież zaczyna się rok szkolny, a ona ma dwójkę dzieci w wieku szkolnym.

Kumacie? Pani manager w korpo, po dwóch fakultetach, zarabiająca pewnie z 15k na rękę wynosiła z roboty biurową galanterię za może dwie stówy. Po prostu ordynarnie KRADŁA. I nie widziała w tym nic dziwnego, przecież firmowe to niczyje. Tak samo jak państwowe, miejskie czy gminne.

To jest kurwa nieprawdopodobne! Po 30 latach wolnej Polski, gospodarki mniej lub bardziej rynkowej, tysiącach self-made milionerów dalej takie rzeczy się dzieją.

Może to dlatego, że do polityki idą głównie miernoty, które nie poradziłyby sobie na rynku? Weźmy przykład z samej góry. Szeregowy poseł. W latach 1971–1976 zatrudniony był jako pracownik naukowy w Instytucie Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego. W latach 1982–1983 był zatrudniony w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie na etacie starszego bibliotekarza. Powiedzmy, że pracował przez 6 lat. Najpierw na garnuszku rodziców, potem na garnuszku państwa. Czyli Twoim i moim. I teraz ma 6,5 tysia emerytury, poselską pensję i dietę. Można? Można.

Popatrzcie na inne twarze z ław sejmowych. Oczywiście jest kilku, którzy najpierw mieli kasę, a potem poszli do polityki. Są też tacy, którzy porzucili politykę, by zająć się zarabianiem w normalny sposób. Pamiętacie Wiesława Walendziaka?

Ja już nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś kandyduje do sejmu, czy samorządu nie po to, żeby się nachapać czy wyrobić sobie układy, które pozwolą powsadzać na stołki swoich. Nawet jeżeli ktoś jest takim ideowcem, to startując solo ma małe szanse, a podczepiając się pod tę czy inną partię zaraz pozna smak partyjnej dyscypliny. Może trochę inny będzie Robert Biedroń i tworzony przez niego ruch. Chociaż nie jestem całkiem pewien.

Niemniej nadal uważam, że trzeba iść na wybory i wybrać swoich wieśniaków. Bo inaczej wybiorą się za nas.