Zmienię Porsche na gorsze czyli marketing szemrany.

tumblr_inline_mq5ehwtwWQ1qz4rgpNieodżałowany Jacek Skubikowski w swojej piosence “Kupię Skodę na wodę” śpiewał:

"Zmienię porsche na gorsze
Byle zdążyć na czas,
Limuzynę na ślinę
Przyjmę zaraz i tu
Wezmę talon na balon,
W zamian dam BMW.”

Te prorocze słowa doskonale opisują sytuację, echo której przetoczyło się przez dziś przez facebooka.

O co chodziło już tłumaczę.

Łukasz Smoliński z Agencji reklamowej Braishake podzielił się na Facebooku screenshotem z korespondencji ze swoim niedoszłym klientem - polskim oddziałem Porsche właśnie. W mailu tym Pani Anna Tomczuk informuje agencję, że pomimo wysokiego poziomu zaprezentowanych prac nie wygrała ona niestety przetargu. Ktoś pomyśli: “Trudno, normalka. Raz się wygrywa, raz się przegrywa”. To prawda, takie są realia biznesu.

Pani Tomczuk, bez żadnej żenady informuje dalej, że Porsche nie wybrało żadnej z trzech agencji, które niemałym pewnie wysiłkiem dostały się do ostatniego etapu przetargu i będzie dalej kontynuować współpracę z dotychczasową agencją V&P. Pisze ponadto, że w listopadzie będą organizować nowy przetarg i wtedy chętnie się z Brainshake skontaktują.

tumblr_inline_mq5f2q470r1qz4rgp

Łukasz Smoliński zagotował się i umieścił całą korespondencję na Facebooku. Mało tego zapłacił za wypromowanie tego posta.

Trop szybko pochwyciła szajka Słupczyński/Bryliński czyli panowie odpowiedzialni między innymi za fanpage Junior Brand Manager. Stwiedzili, że “Kurewstwo trzeba wypalać żywym ogniem” i udostępnili post na swoim wallu. I wtedy się zaczęło.

W chwili, gdy piszę tego posta jest pod nim ponad 100 komentarzy. Udostępniono go 85 razy, a 276 osób “Lubi” go.

Wśród komentujących większość podziela zdanie autora o podejściu firmy do agencji jak właściciela plantacji bawełny do niewolnika. jest kilkanaście głosów oburzonych ujawnieniem przez Smolińskiego tajemnicy korespondencji.

Cała ta sprawa z Porsche to jaskrawy przykład tego, jak “branża reklamowa” prze dwadzieścia kilka lat nie dorobiła się standardów.

W krajach skandynawskich firmy płacą niewielką ustaloną przez lokalne zrzeszenia agencji kwotę za przetarg. Wyobraźmy sobie, że u nas byłoby to 1000 zł. Agencja nie miałaby poczucia, że jest dymana na sucho, a klient 2 razy by się zastanowił zanim zaprosi do przetargu 30 agencji (tak, brałem kiedyś udział i w takim.

Inna sprawa, jak zmieniły się relacje w branży. Kiedy 18 lat temu zaczynałem pracę w “branżuni” w agencjach siedziała kupa kreatywnej młodzieży, wierzącej, że może “wszystko”, a polskimi oddziałami korporacji rządzili doświadczeni ekspaci z krajów o nieco dłuższym doświadczeniu z marketingiem i reklamą. Myśmy chłonęli ich wiedzę jak gąbki, uczyliśmy się od nich i budowaliśmy partnerskie relacje.

Teraz jest tak, że w agencjach siedzimy my, z tą wiedzą i doświadczeniem zdobytym w boju + kupa kreatywnej młodzieży, wierzącej, że może “wszystko”, a w korpo siedzą JBMy, napuchnięte swoją pseudowiedzą zdobytą na różnych białostockich Wyższych Szkołach Martekingu Szemranego, zachłyśnięte wizytówkami z jakże aspirującym tytułem manager o małomiasteczkowej mentalności sklepikarza z Lubelszczyzny.

Do tego dochodzi brak  zamordowanego razem z przedwojenną inteligencją szacunku dla pracy intelektualnej. W PRLu też się “inteligentów” raczej nie ceniło, patrzyło na nich z przekąsem. Chłoporobotnikom wydawało się, że taki nic nie robi - ot siedzi, pierdzi w stołek, papiery przekłada. Teraz dzieci tych chłoporobotników pokończyły “uczelnie”, poszły w magistry i nawet managerami są.

Etyka, jakość, przyzwoitość, partnerstwo. Tych słów próżno szukać w słownikach JBMów. Ważne żeby na commercialu można bylo pokazać parę slajdów w PowerPoincie no i żeby było taniej. tabelka pójdzie do centrali i może nawet premię dostanę.

Nie chcę rozsądzać kto w sporze Brainshake vs Porsche ma rację. Ale mam nadzieję, że ta mała burza da paru osobom trochę do myślenia, “branżunia” wypracuje w końcu jakieś standardy, a każdy kolejny JBM trzy razy się zastanowi zanim naciśnie send.